środa, 15 czerwca 2016

Kontynuacja,, Dalsze losy "

Hej kochani skończyła się tamta seria i zaczyna się nowa. To są dalsze losy naszej bohaterki Lissy.
                      ,, Rok później "
   Siedzieliśmy wszyscy wspólnie jak co wieczór przy kolacji.
Ta rutyna...
Byłam królową tego królestwa ale zaczynałam tęsknić za życiem jakim prowadziłam zanim dostałam moc.
- Co ci jest? - Zapytał szeptem Will który oderwał mnie od myśli.
-Nic mi nie jest... - Zaprotestowałam
- Jak nic przecież widzę - odparł
- O czym tak szepczecie - Zapytała Lili trzymając małego Kryspiana na rękach.
- Lisse znów coś gryzie - odparł zbulwersowany Will.
- Nie byle co..zobaczcie co się z nami stało..kiedyś byliśmy fajną paczką, nowe akcje i misję a teraz co, siedzimy tu sobie i żadnych zmartwień - odparłam.
- Och Liss, tu nam dobrze..niemusimy się o nikogo martwić wszyscy żyją - odparła moja siostra.
- Jesteście nudni! - Odparłam, niechce tak żyć..takim życie gdzie wszystko jest poukładane, zero spontanu.
Wstałam i poszłam do swojego pokoju miałam straszną ochotę zrobić coś szalonego.
Przebrałam się jak kiedyś w jakieś szorty i bluzkę.
Szybko wyszłam z pokoju i szłam w stronę stajni, pojadę się do lasu.
                                   *
- Ryss, już spokojnie dobry konik - uspakajałam konia głaszcząc go za uszami. Ryss niebył zwykłym koniem ale o tym później.
Wsiadłam na konia i wpadł mi kolejny genialny pomysł, pojadę do miasta niebyłam tam od moich 18-stych urodzin.
Pojechałam na granice miasta a naszego świata.
- Ryss poczekaj tu na mnie - powiedziałam, trudno to wyjaśnić ale Ryss mnie rozumie i ja go w sumje też.
Odrazu gdy Przeszłam przez granicę chciałam się znaleźć w moim rodzinnym domu ale pomyślałam że to zły pomysł.
Wiem! Pójdę do mojej najlepszej koleżanki z dzieciństwa...też nie.
Pomysłam o domku do którego to Will mnie przyprowadził żeby już nie używając słowa Porwanie bo to źle na niego działa, a propo Willa to już nie to co kiedyś, omija mnie odkąd mieszka że mną w zamku, a prawdę mówiąc prawie że sobą nierozmawiamy... Traktowałam go jak przyjaciela i tyle, ale za to miłość Li i Dava kwitnie.
Zjawiłam się w tym pokoju a ku mojemu zdziwniu była tam jakaś dziewczyna chyba w moim wieku i kilku chłopków a wśród nich Ed niewidziałam go od dnia walki niemal że.
- Ed - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję.
- Liss a ty co tu robisz, pozwól że cię przedstawię - powiedział a ja wpadłam na pomysł.
- To jest Lissa..- i tu mu przerwałam.
- Tylko Lissa - powiedziałam szybko a Ed zrobił dziwną minę.
- A co tu się wogóle dzieje? - Zapytałam.
- To tak to jest Zori - wskazał na dziewczynę o krótkich czarnych włosach.
- Farbowane? - Zapytałam.
- Tak - odparła, potrafiłam je poznać.
- Liss musimy pogadać - powiedział ciągnąć mnie lekko za ramię prowadząc do toalety.
- Co ty wyprawiasz! - Zapytał
- No..Ale co przecież sobie tylko przyszłam - powiedziałam bo już niewiedziłam o co chodzi.
- Zwariowałaś,teraz!
- A kiedy niby?
- Przecież dla dobrze wiesz co się dzieje!
- Możesz jaśniej, wybacz ale urodziłam się blondynką - powiedziałam żartując sobie.
- Ty udajesz głupią czy jak?
- Niedenerwuj mnie!!!
- Liss. Dobrze wiesz że królestwo jest w niebezpieczeństwie - odparła poważnie, a mi miną zrzedła
- Jak to?
- Will ci niepowiedził? - Zapytał zmieszany
- Nie
Usiadł na podłodze wyraźnie zdenerwowany.
- Królestwo, w ogóle całe miasteczko jest w niebezpieczeństwie. Will dostawał co miesiąc informacje czy jest lepiej niestety z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej. Powstały małe grupy które walczą ze złą stroną ja jestem w jednej z takich. - Opowiedział w skrócie.
Zamknełam drzwi i Przekręciłam je na klucz a Ed się spojrzał na mnie.
- Ed nikt niemoże wiedzieć że ja wiesz...- Powiedziałam
- Wracaj lepiej do królestwa
- Nie. Zwariowałeś, ci ludzie kiedyś poświecili się dla mnie czas żebym im pomogła - powiedziałam zadowolona cóż zabrzmi to chamsko ale trochę w głębi duszy się cieszyłam, wiedziałam że wygramy a ja..mogłam wreszcie od żyć.
- Teraz jestem jedną z was. Jestem Strażniczką - odparłam.
- Liss połowa z nich cie zna.
- Wcale tak niemusi być - powiedziałam podniosłam palec i obkręciłam nim wokół własnej głowy moje włosy niebyły blond tylko brązowe podchodził pod czerń.
Uniosła brwi dwa razy do góry a Ed się uśmiechnął.
- Lepiej? - Zapytał.
- Szczerze? Wyglądasz lepiej niż w blond
- Wiem hehe - powiedziałam
(...) poszliśmy do pokoju, a ja poznałam dużo osób.
- Idziemy do lasu - powiedział Ed.
- Po co - Zapytałam.
- Bo oni są w lesie, trzeba ich pokonać..mniej będzie na potem.
                                 *
Pojawiliśmy się w lesie a walka już trwała
- O kurcze... Kto jest nasz a kto wróg! - Zapytałam.
- Wróg będzie cię atakował, masz! - Powiedział rzucając mi mieć, a ja próbowałam rzucić jakieś zaklęcie.
- Ed! Moja moc niedziała! - krzyczałam zmartwiona.
- Liss to las zaklętych żadna moc niedziała, a poza tym to najszybszy skrót do królestwa. - Powiedział Will.
O boże powiedziałam sobie pod nosem.
- Wolę łuk - powiedziałam.
Ed poszedł się bić a ja stałam bez ruchu.
- Ej ty odwróc się, niebedę atakować wroga w plecy - powiedział głos chłopaka. Jakby tylko chciał mógłby mnie zabić dawno temu
Wzięłam wysoko miecz i zaczełam się z nim być.
Ranił mnie w rękę, a ja go w nogę jak się schylił to go kopłam.
Było trochę ciemno ale widziałam co robię.
Ktoś mnie wziął pod szyją sznurkiem zaczął podduszać.
- Leo oszalałeś ona jest dobra - powiedziała jakąś dziewczyną a ja się dusiłam czuje w oczach wodę a właściwie to był mój pot i łzy obraz coraz bardziej był niewyraźny.
Poczułam że on mnie puścił a ja upadłam na ziemię, straciłam przytomność.
                                 *
Obudziłam się w łóżku a słońce świeciło w ogóle za oknem była bardzo ładna pogoda, ale obraz miałam wciąż niewyraźny.
- Jest tu kto - Zapytałam.
- Idź spać - nakazał głos dziewczyny
Posłuchałam i zasnełam.
                                  *
Obudziłam się a słońce jeszcze świeciło już wszystko dobrze widziałam.
Wstałam z łóżka i rozejrzałam się wokół ale było tu tylko łóżko i szafka.
Otworzyłam drzwi i wyszłam na jakiś korytarz
- Przepraszam gdzie ja jestem? - Zapytałam, kobietę która przeszła koło mnie.
- W szpitalu - odparła a mnie zamurowało jak oni mnie mogli tu tak zostawić.
- Aha. Dziękuję - powiedziałam, na szczęście byłam w swoich rzeczach a gdybym niebyła to i tak bym sobie poszła.
Pomyślałam że chce do królestwa..Ale moja moc wciąż niedziała, zaczęłam panikować.
Zaczęłam biec przez ten korytarz szukając wyjścia, strasznie mnie bolała ręką miałam na niej bandaż i na głowie też.
- Jest - powiedziałam zadowolona z siebie znalazłam wyjście.
- Hej ty - powiedział jakiś chłopak z tyłu.
- Ja?
- Tak ty. Stój - powiedział, jeszcze czego
Ruszyłam szybko przed siebie i biegłam tak szybko jak tylko mogłam.
Ten chłopak mnue dogonił i zaciągnął za rękę tak mocni że się przewróciła na twardą podłogę.
- Palant - powiedziałam, i kopnełam go z całej siły w nogę a on się przewrócił a ja szybko wstałam.
- Zabije cię ty..- powiedział zwiając się z bólu.
Gdy od niego odbiegałam poczułam zapach mocnych perfum, gdzieś je już czułam.
Ruszyłam szybko przed siebie.
Zwolniłam tempo gdy już poczułam że jestem dosyć daleko ale wciąż nieprzestawałam biec.
Nagle ktoś mi naskoczył na plecy a ja upadłam na twardą ziemię.
To znów on, zobaczyłam jego rękę przy mojej twarzy więc go ugryzłam z całej siły, pi chwili poczułam smak krwi w ustach więc go puściłam.
- Ty idiotko - odezwał się. Ach już znam ten głos! To ten chłopak z którym się wczoraj biłam.
Wbił mi łokieć w rzebra, a po chwili złapał mnie za nadgarstki.
Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy poczułam coś czego mi tak strasznie brakowało.
Ale trzeba uciekać próbowałam go kopać ale niedało rady bo sobie na mnie Usiadł
- Wygodna ławka - powiedział z łobuzerskim uśmiechem.
- Żebyś przypadkiem niespadł - odparłam ledwo łapiąc oddech.
- Przestań się szamotać bo się udusisz - odparł śmiejąc się że mnie.
Mocnym ruchem przekreciłam się na bok a on zlecił że mnie więc szybko wstałam, ale niestety on też.
- Daj mi spokój bo źle to się skończy - powiedziałam biorąc Patyka który leżał koło mnie.
Złamał go a ja zrobiłam głupią minę.
- Poddajesz się? - Zapytał.
- Chyba śnisz! - Odparłam.
- Czy wy musicie się ciągle bić!? - Zapytał Ed którego nie zauważyłam.
- To ty go znasz - Zapytałam, równo z nim.
Ed zmarszczył brwi.
- Tak, znamy się. Jesteśmy po tej samej stronie! - Odparł a mi się zrobiło głupio że tak no go raniłam.
- A teraz proszę podać sobie rączki i przeprosić się ładnie - powiedział Ed.
Ten chłopak pierwszy wyciągnął rękę, a ja zrobiłam to samo.
- Ed mamy teraz gorszy problem niemam mocy - odparłam zmartwiona.
- Ja też. I reszta nas. Wczoraj się coś stało nieumiem tego wyjaśnić. Poprostu wszyscy stracili moc i jesteśmy w mieście Liss w mieście. - Odparł.
- Musi być jakieś wyjście, napewno jest - odparłam zmartwiona.
- Jedyną naszą nadzieją była księżniczka Lissa - powiedział ten chłopak, dopiero dostrzegłam jaki jest przystojny, ale nie czas na to.
Zorientowałam się że mówią o mnie.
- Leo skocz po coś do picia my tu poczekamy. - Powiedział Ed
- Ed o co chodzi, dlaczego on mówi o mnie w przeszłości - Zapytałam.
- Liss..Will oznajmił że nieżyjesz, Lili na szczęście o ty nie wie bo wyjechała. - Powiedział
- Ale jak to dlaczego - powiedziałam i czułam że robi mi się strasznie gorąco.
- Zapomni narazie o tym.  Póki co jesteś poprostu Lissa. Będzie bezpieczniej jak każdy wie ze nieżyjesz. - Powiedział.
- Muszę Ci coś powiedzieć - powiedziałam a on spojrzał na mnie śmiesznym wzrokiem.
- Cieszę się że jestem tu, niemam mocy i mi narazje tak jest dobrze. Poza tym nieczuje się że jestem gotowy by rządzić. Poprostu się cieszę że jestem zwykłą dziewczyną - powiedziałam.
A Ed mnie przytulił.
- Ale co teraz? - Zapytałam.
- Jest jedno wyjście... Musimy znaleźć twoją prawdziwą mamę - powiedział.
- Okey ale trzeba więcej osób a poza tym gdzie mamy najpierw szukać - powiedziałam.
- Twój tata był pozamagicznym prawda? - Zapytał podnosząc jedną brew do góry, wiem co miał na myśli.
- Idziemy - kiwając głową w dół.
                              ***
Narazie tyle 😘

poniedziałek, 13 czerwca 2016

6 cz komentujcie czytajcie

Hej kochani już 6 cz czy w końcu Li Wyżna sekret skrywany przed siostrą, czy zdołają odbić królestwo?. Komentujcie i czytajcie.
(...) wylądowaliśmy w jakiejś piwnicy.
- Za tymi drzwiami czekają na nas, a właściwie na swoją nową królową która doprowadzi ich do zwycięstwa - powiedział Will
Każdy był zdenerwowany, a ja cóż bałam się niezmiernie, oni mają przewagę jakby ktoś to usłyszał że nowa królowa niepotrafi czarować to by pęk że śmiechu.
Will spojrzał na mnie a ja kiwnełam głową w dół żeby otworzył drzwi w tej chwili nawet Ed był poważny.
Za tymi drzwiami było dużo..pełno ludzi.
- Królowa Wasylissa nadchodzi - powiedział jakiś koleś tak głośno że myślałam że bębeki mi popękają.
Tyle ludzi..mężczyźn kobiet i nawet dzieci chcą walczyć z królową.
Jakaś starsz schorowana kobieta podeszła do mnie i powiedziała
- Do tej pory się baliśmy wyruszczyć sami na nią ale wiemy że ty masz siłę której nam potrzeba - powiedziała a inni zaczęli bić brawo.
  Poczułam się wielką siłę.
- Wiesz tak jak przystało wypadało by żebym no jechała na białym koniu na czele - powiedziałam niepewnie a niektórzy zrobili kwaśną minę.
- No co na filmach tak widziałam - obroniłam się.
Jeden facet zmienił się w pięknego białego rumaka.
- Chciałaś masz, jeszcze jeden proszę - powiedział Will który najwyraźniej chciał konia też, był tu szanowany dużo osób się go bało
- Willkson! Co ty tu robisz, królowa wywaliła cie z królestwa - powiedział jeden żebrak śmiejąc się
- Skończ - powiedział i ruszył.
- Czemu cie królowa wywaliła? - Zapytałam nikt inny niesłyszał naszej rozmowy więc mogłam spokojnie mówić.
- To nie czas na to - odparła miałam mu odpowiedzieć ale mnie zatkało zobaczyłam zamek Paul się niemylił widać go z daleka...
Piękny, duży, błyszczący cudo.
Byliśmy coraz bliżej nagle jakaś strzała w ramię ugodziła chłopca który szedł obok.
- Lu - krzyknęła dziewczynka która szła koło niego. Ludzie odciągali piegowatą rudą dziewczynkę.
- Tyle ludzi umiera ty wstrętna krowo - krzyczała dziewczynka.
- Do ciebie mówię ty idiotko wiem że słyszysz, niewybacze ci..niewybacze ci za śmierć moje brata - krzyczała dziewczyny na całe szczęście nie do mnie tylko do tej Alex tej Królowej.
Jakaś pani wzięła ją za rękę i szły razem a mi robiło się coraz bardziej smutno. Skoro poleciała strzała to wiedzą że idziemy.
- Uwaga - powiedział Paul rzucając Dava na podłogę o mało niedostał ognistą kulą.
Zeszłam z konia wściekłam się strasznie podleciałam do góry jakimś cudem na moich plecach spoczywały fioletowe skrzydła.
Jesteśmy praktycznie pod bramami królestwa.
Ku naszemu zdziwieniu bramy się otworzyły ale tak jak przeczuwałam byli na nas przygotowani.
Moja złość podniosła się jeszcze bardziej gdy zobaczyłam moje ojczyma, a nagle doszła do niego moja mama.
- Mama! - Powiedziałam podbiegając trochę a ona się w niego wtuliła.
  Miałam ochotę płakać.
- No no jakie zgromadzenie - powiedziała dziewczyna która tak samo jak ja miała skrzydła tylko że zielone i wylądowała na ziemi koło mojej "rodziny".
- Witaj Lisso. Och co za odwaga proszę proszę. Jesteś niedokształcona i niewyszkolona a już się rzucasz, przychodzisz do mnie bez szans - mówiła a ja uświadomiłam sobie powoli że ma rację.
- Liss niesłuchaj jej ona ma moc wpływu może Ci wmówić coś niewierze w to - krzyknął Paul.
- Paul Will moi ulubieńcy..wiecie co  dziwię się wam że macie celność się tu pojawiać doprawdy zadziwiające - powiedziała spokojnie.
To królowa uświadomiłam sobie wszyscy się jej bali. Niepowiem wyobrażałam sobie ją ale raczej jako starszą osobę a tym czasem ona jest młoda i ładna.
- Lisso niebądź głupia mamy podobną moc niepowiesz mi przecież że niezależy ci na władzy, spójrz co byliśmy razem mogły stworzyć - mówiła przyfruwając koło mnie.
Moje skrzydła zmieniły kolor na wpół fioletowe a wpół niebieskie.
- Przyłącz się do mnie - mówiła sycącym głosem.
Podniosła rękę już myślałam a właściwie się przestraszyłam że już się zaczęło ale na szczęście jeszcze nie teraz jeszcze nie czas. Podniosła rękę i położyła ją na poliku Will przejeżdżając po niej lekko przy czym uśmiechneła  się jak żmija miałam ochotę ją rozszarpać.
Spojrzałam się na nią oczami zrobiłam jakby dwa kółeczka oczami a ona się obkręciła w powietrzu jak papier toaletowy i upadła na ziemię.
- Ty..już nieżyjesz - krzykneła.
Wszyscy ruszyli z tym co mieli w prosto na swoich przeciwników.
- A więc jednak niechcesz żebym znikł? - Zapytała uderzając w twarz jakiegoś gościa.
- Zwariowałeś - powiedziałam i podleciałam do góry.
- Biorę królową - powiedziałam ale niewiedziałam jej nigdzie w pobliżu, musiała zwiać do środka.
Na drodze stawało mi kilku gości ale szybko ich pokonałam.
Zleciłam już na ziemię.
  Weszłam do zamku stała tam jakaś kobieta.
- Jesteś od Alex czy jesteś z nami - Zapytałam, zauważyłam że moje pytania są coraz to głupsze.
Podniosła głowę do góry a jej twarz mnie przeraziła aż mnie dreszcz przeszedł.
Ona niemiała oczu miała jakby wydłubane a jej twarz była pokryta siniakami i krwiakami.
W jej rękach pojawił się łuk i szybko puściła strzałe w moją stronę, musi mieć niezły słuch.
Podniosłam rękę a jej strzała się jakby to roztopiła.
Ale zanim zdążyłam się nacieszyć moim małym zwycięstwem ona kierowała już kolejną  broń w moją stronę.
Rzuciłam w nią lodową kulą ale ona się odsuneła i w nią nietrafiła.
Rzuciła we mnie wielką kule z kamieni, podleciałam do góry a tą kule skierowałam w jej stronę całe szczęście że w nią trafiło.
Zobaczyłam że Aleksa leci na samą górę więc zrobiłam to samo.
Po chwili stałyśmy naprzeciwko siebie na stromym chodniku.
- Spójrz po co chcesz ze mną walczyć, zobaczy ile ginie twoich przyjaciół.
Spojrzałam głową w dół bezmyślnie znów użyła magi wpływu.
Zleciłam na dół moje skrzydła były nieruchome użyła zaklęcia.
Leciłam jak piórko, uznałam że rozegrałam to najgorzej, gorzej się chyba niedało.
Spojrzałam jeszcze na Tytania która szybko zareagowała.
Nagle przy ziemi się zatrzymałam i lekko opadłam na ziemię.
- Boże dzięki Tytania - powiedziałam szybko i wstałam.
Podleciałam znów na górę to już nie zabawa walka to walka.
- Och jeszcze ci się nieznudziło - odparła nudnie.
- Opuść królestwo, daj jej mieszkańcą spokój! - Powiedziałam.
Znów stałyśmy naprzeciwko siebie z gniewem w oczach.
- Dobra musze cie zabić bo mi spokoju niedasz - powiedziała lekko podlatując w powietrze.
- Dlaczego niemożesz odejść?! - Zapytałam.
- To moje królestwo - odparła.
Zobaczyłam Tytanie która również podleciała do nas a konkretnie obok Alex.
- Przepraszam..tak mi głupio...- Wyjąkałam Tytania że smutkiem w oczach, jej oczy przybrały koloru szarego.
- Dlac...dlaczego Tytania byłaś z nami przecież - powiedziałam. Niemam już szans Tytania jako jedyna miała podobną moc...
Zamknełam oczy żeby pomyśleć.
                                  *
Gdy je otworzyłam miałam już plan co zrobić. Alexa rzuciła we mnie łańcuchami.
- A teraz twoi poddani zobaczą co się stanie z ich " królową " - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
Tytania uwolniła mnie z łańcuchów, a Alex się wsciekła jej oczy przybrały koloru czerwonego, ciekawe czy mi się też zmieniają?
- Ty zdrajczynio! - krzykła.
A ja wykorzystałam chwilę i rzuciłam w nią kulą lodową a przed oczami zobaczyłam tego chłopca Li i jego siostrę.
Dostała w ramię gdyby dostała w serce bądź w głowę to by zamarzła.
Podniosła palec i poraziła Tytanie prądem, jej krzyk było słychać na dole po chwili Tytania upadła naziemie z otwartymi oczami.
Popłyneła mi łza bo wiedziałam że..umiera.
Poczułam w sobie wielką moc, rozbłysło światło a ja poczułam w sobie wielką moc.
Alex upadła na ziemię.
- Nie to niemożliwe - powiedziała kręcąc głową.
- Co teraz zrobisz - powiedziałam rzucając na jej ręce łańcuch.
- Opuścić królestwo? - Powiedziałam ostro.
A ona przymrużyła oczy i ku mojemu zdziwniu odparła tak.
- Lissa nie ona coś knuje, zabij ją - krzyczał Paul poturbowany a ja spojrzałam w dół i pomyślałam że muszę to zrobić. Odebrałam jej całą moc będzie musiała żyć bez mocy.
                                 *
(...) Wzięłam Tytanie na ręce i zleciałam na dół a jej leciały łzy.
- Odzyskałaś..królestwo..- wyjąkała.
A ja się popłakałam, zamknęła oczy.
Will był strasznie poturbowany jak sporo osób z tąd.
                                *
                 ,, Miesiąc później "
Wszystko się unormowało, królestwo znów odżyło.
Li wyznała swój sekret późnym wieczorem, siedzieliśmy na balkonie pałacu.
- Powiesz w końcu o co chodzi?
- Liss..Ja i Dav jesteśmy razem od dawna... I właśnie mamy..będziemy rodzicami - powiedziała szczęśliwie.
- Och gratuluję - powiedziałam.
Moje życie zmieniło się o 180 stopni, poznałam siostrę, znalazłam miłość rodzinę.
Prócz Tytani nikt nieumarł taki kogo znałam.
                               ***
Koniec.
Następne opowiadania już niedługo.

środa, 8 czerwca 2016

Cz 5

Hej kochani cz 5.
(...) siedziałyśmy tak same patrząc sobie w oczy.
- Lili - Paul przerwał naszą ciszę. Ucieszyłam się bo nielubie takich poważnych rozmów, a szczególnie że niemiałam na to ochoty bo byłam zła na Willa cieszę się że zostało jeszcze parę godzin i koniec niebedę musiała więcej Willa oglądać moja miłość przeszła na gniew i nienawiść.
                                 *
23 jeszcze godzinę, aż dziwne że nikt nas nieatakował.
- Liss nie złość się na mnie - powiedział Will
- Jasne, coś jeszcze! - Zapytałam arogancko.
- Niedługo dostaniesz moc i więcej mnie niezobaczysz niemartw się - powiedział smutnie, chyba serio było mu przykro ale cóż.
- Jeszcze coś - Zapytałam przekrencając oczami, dałam mu do zrozumienia że niemam ochoty z nim gadać.
- Nie...to wszystko - odparł zamykając drzwi.
Wyszłam 5 minut po nim do salonu.
- Paul mogę z tobą pogadać? - Zapytałam, pokazując Paulowi że ma przyjść do mojego pokoju.
  Wszedł a ja już siedziałam na łóżku.
- Paul, wiesz co ty...to jesteś...fajnie dziś wyglądasz - powiedziałam a właściwie to zmieniałam zdanie co chwile co ja robię.
Paul zrobił kwaśną minę a ja się poddałam.
- Nie niemoge - powiedziałam uwalajać się na łóżko.
- Och Liss tym sposobem niezrobisz na złość Willowi - odparł siadając koło mnie.
- Ależ wcale niechce..Och Paul co ja mam robić?. Każdy mnie zostawia Lili idzie do siebie, Will powiedział że też odejdzie - powiedziałam że smutną miną, przecież tak naprawdę to ja wszystkich odtrącam.
- Nie Liss patrz ja zostanę, Lili też będzie cię odwiedzać. - Powiedział i mnie lekko szturchał.
- A Will?
- Will..odejdzie
- Mówisz to tak że spokojem! - Odparła.
- Tak, bo zostanie w królestwie będziesz go widywać - odparł.
- Opowiedz jak tam jest.
- W królestwie?. Bardzo fajnie dużo sklepów dużo wróżek, syren, czarodzieji, i innych magicznych rzeczy. A twój pałac piękny, błyszczący widać go z początku królestwa do końca - Opowiadał z iskrami w oczach.
Nagle drzwi się otworzyły i wszedł Will.
- O przepraszam - powiedział i zamknął drzwi. Fakt wyglądało to dziwne bo leżeliśmy obok ale trochę przesadził.
- Myślisz że zostawi mnie samą? - Wiedziałam że już o to pytałam ale...
- Nie..pójdę mu to wiesz wytłumaczyć - powiedział wstając i wymachując rękami robią wirek taki.
- Jasne - mruknełam.
- Liss choć tu - jeszcze Paul niewyszedł a Lili mnie zawołała.
- Co jest - Zapytałam wchodząc do salonu.
- Uciekamy znów tu są mamy 20 minut do twoich urodziny. - Powiedziała spanikowana Lili.
- Gdzie by tu iść, gdzie niema nikogo - mruczał Will pod nosem
- Ja mam pomysł, choćmy do mnie, moja mama powinna być w pracy ten idiota niepomyśli że tam będziemy - powiedziałam.
Will kiwnął głową i wszyscy się zlapaliśmy za ręce.
- Ale chata - usłyszałam.
- Co się stało czemu ja jestem na podłodze.
- Bo niechcący podłożyłem ci nogę - zaśmiał się Paul.
Will podszedł i podał mi rękę więc ją chwyciłam i wstałam.
- Dzięki - Uśmiechnęłam się słodko.
Przeszłam koło niego i zamierzałam iść się przebrać.
- Liss..ja wiesz niemówiłem poważnie..byłem zły i wiesz - mówił a ja mu przerwałam.
- Och było minęło. Wystarczy przeprosić - odparłam. Wcześniej się jeszcze kuciliśmy nazwałam go dupkiem bez uczuć a on mnie paryszywą zmiją.
- Tak...to ten no..wiesz...Liss dobrze wiesz że niepotrafie tego robić - złapał głęboki wdech i znów zaczął - przepraszam, przepraszam za to ze tak cię nazwałem i za to ze powiedziałem że niechce cie znać i za to wszystko - powiedział z ulgą.
- No widzisz odrazu lepiej to ja pójdę się przebrać - Chciałam szybko zwiać bo ja też nieumiem przepraszać.
- E E - powiedział
- Tak to przepraszam
- Pfff
Uśmiechnął się a ja wskazałam kciukiem że idę do pokoju.
                               *
Mój pokój tęskniłam za nim dobrze ze mamy niema.
Za 10 minut moje urodziny więc się przebiore.
Normalnie bym założyła sukienkę ale napewno tak fajnie to niebędzie więc założę dżinsy.
Wzięłam rzeczy i pomyślałam że szybko wezmę prysznic.
Drzwi do łazienki były lekko uchylone
- Miałaś jej powiedzieć - powiedział ostro Paul.
- Wiem ale...zabrakło mi odwagi - odparła smutnie Lili.
- Och Lili, gdzie jest Dav mieliście pogadać - Zapytał Paul przytulając Lili.
- Paul ja już niedam rady, co to za życie ciągle ukrywając się to nie fair - mówiła rozpłakana Li.
- Lili Lissa obejmie władze i będziesz żyła spokojnie - powiedział.
O co chodzi co oni ukrywają.
Weszłam bez puknia.
- Sorry chciała się umyć - powiedziała niepatrząc na Lili żeby niezadawać zbędnych pytań poczekam aż sama mi powie, ostatnie dni naprawdę dużo mnie nauczyły.
Wyszli a ja szybko wzięłam prysznic.
Była 23.56.
  Po chwili byłam już na dole gdzie czekali na mnie wszyscy dosłownie wszyscy Ed, Dav, Suzanne, Will, Paul i Lili oni byli mi najbliższi.
Wzięłam głęboki oddech i w tej ciszy odezwałam się jako pierwsza.
- Jeśli..coś pójdzie nie tak...to przepraszam.
Jeszcze minuta.
Ta minuta ciągła się w nieskończoność.
12 Jaskółka zabrzmiała, nielubiłam tego ptaka co robi kuku i kuku to takie denerwujące.
Powiał mały wiatr a ja poczułam w sobie wielką siłę, poczułam że mogę dotknąć nawet sufitu więc podleciałam do góry i dotknełam.
Czułam się tak niesamowicie.
- Lili czuje ze mogę wszystko - powiedziałam oszołomiona
                                *
- Ustalmy plan działania - powiedział Will.
Była 12.30 chwilę..no może dłuższą chwilę bawiłam się swoją mocą, mogę wszystko.
- Mam pomysł położymy się spać.- odparłam ziewając.
- Znikamy z tąd - odparła Will.
Tak jak zawsze zlapaliśmy się za ręce i wylądowaliśmy w jakimś domu.
- Tu jest bezpieczne, moja rodzina mi to przepisała - Opowiadał Paul a ja kontem oka patrzyłam na Lili i Dava patrzyli na siebie.
Chwilę pogadaliśmy i poszłam spać.
                                   *
Wstałam o 8.30 było cicho więc Wzięłam rzeczy które zapakowałam w domu i poszłam do łazienki, przypomniała mi się akcja z wczoraj.
Wzięłam prysznic i o 9 byłam już gotowa zeszłam na dół Ed już niespał.
- Hej - zagadał
- Dzień dobry miło cię widzieć - odparłam zadowolona.
- Szczęśliwa że swojej mocy - Zapytał.
- Tak nawet bardzo - do głowy wpadł mi pewien pomysł.
- Ed od jak dawna znasz Dava? - Zapytałam.
- Ooo od bardzo dawna
- A okey - Tu musiałam przerwać swój plan bo do pokoju wszedł Will i cała reszta z tortem.
Śpiewali mi sto lat oczywiście Lili też.
Każdy po koleji podchodził do nas i składał nam życzenia.
- Liss chciałem..- zaczął Will.
- Nic niemów - odparłam przytulając go, niewiedziałam co robiłam czułam się taka pewna siebie czułam że mogę wszystko.
  Rozmawialiśmy chwilę i poszliśmy jeść tort.
- Dziś wkroczymy do królestwa..mojego królestwa - powiedziałam dumnie a oni mi przytakneli.
- Po godzinie Suzanne i Dav musieli pójść i przygotować naszych wojowników.
Przechodziłam koło pokoju Lili i znów..nieżebym podsłuchiwała ja tylko przechodziłam.
- Ostatnia walka Li i wszystko się skończy - powiedział Dav
- Ostatnia najgorsza...niebezpieczna - odparła
- Damy radę twoja siostra nami dowodzi wie co robi
- Dav tak się boję że coś Ci się stanie
- Martw się o siebie. Ja dam sobie radę - powiedział a ja musiałam się inaczej ustawić bo było mi niewygodnie i skrzypneło, oboje zerkneli na szczelinę od drzwi a ja powoli odeszłam.
Coś tu niegra to że są razem to przecież nie problem powiedzieć.
Zeszłam na dół a po chwili Dav I Lissa zeszli.
- Zrobimy to dziś - powiedział Will
- Jest pewien problem...niezabardzo wiem co i jak - powiedziałam zdegustowana.
- Fakt..kto o tak silnej mocy może ją pouczyć.. To że masz mocną moc nic nieda jak nieumiesz nią dysponować - skarcił mnie Will.
- Wim kto! - Odparł Dav - Will pamiętasz Tytanie?
- Coś tam kojarzę
- Ona ma podobną moc...tyle że mnie nienawidzi - powiedział Smutnie Dav
- Spróbować niezaszkodzi.
Zniknęli po czym po chwili się pojawili trzymając Tytanie za rękę.
Tytania była osobą raczej przy kości tak to ujme, ale była ładna.
- Ty idioto zabije cię - wykrzykneła że złością w oczach. Wyczarowała magiczną kule lodową.
- Tytania Uspokój się... - Uspakajał ją Dav.
Po chwili pojawiła się Suzanne i Ed.
- O Tytania - powiedział spokojnie Ed. Niewiem czemu dopiero teraz zauważyłam jaki on przystojny.
Suzanne wzięła Tytanie i poszła do pokoju wyszły po chwili
- Uzgodniłyśmy że na czas wojny Tytania niebędzie próbowała zabić Dava. - Powiedziała dumnie Suzanne.
Widziałam że Tytania patrzy z nienawiścią na Dava.
- Ach To jest Lissa, witaj jestem Tytania - powiedziała do mnie.
- Miło mi.. - Powiedziałam, niewiedziałam czy mam jej mówi na ty czy na pani była trochę..dużo starsza.
- Jak mam cie uczyć to choć. Czym szybciej zaczniemy tym szybciej wrócę do domu - powiedziała, patrząc na Dava a on przekrecił oczami.
Przypatrzyłam się jej oczą zmieniły kolor z bardzo ciemnych na niebieskie jej włosy również były Czarne a teraz są w kolorze kasztanowym bardzo ładne.
Poszliśmy do mojego pokoju i zaczełyśmy naukę.
                                   *
(...) trenowałyśmy strasznie długo, Tytania musiała uczyć mnie od podstaw.
- Mam pytanie - powiedziałam licząc że odpowie mi o co chodzi czy coś w tym stylu ale jej odpowiedź mnie zaskoczyła.
-To było wiele lat temu... - Powiedziała że smutkiem w oczach. - Byliśmy z Davem najlepszymi przyjaciółmi, spędziliśmy dużo czasu...nasi ojcowie się przyjaźnili żartowali że my weźmiemy ślub - w tej chwili poleciała jej łezka - i wszystko było nawet zaplanowane mieliśmy ułożyć wspólnie przyszłość. Uciek w dzień ślubu, było to parę lat temu..Ale wstyd został że mną do tej pory. - Opowiadała, a mi zrobiło się głupio że zadałam to pytanie.
- Przykro mi naprawdę - odparłam
- Niepotrzebnie, mam męża i wspaniałe dzieci - odparła szczęśliwie.
- Ile ty masz lat - Zapytałam.
- Jestem mniej więcej w twoim wieku - odparła
- Mniej więcej?
- Och ogółem to mam coś koło 56 lat
Aż mi szczena opadła.
- Wiem wiem. Zawsze mówię że mam 19. Zostałam ugryziona przez ludzi od Królowej za 46 lat umrę no chyba że ktoś mnie zabije ale teraz jestem szczęśliwa. - Odparła
- Idziemy - powiedział Paul który wbiegł do pokoju bez puknia.
Zeszliśmy na dół.
- Wszystko pójdzie dobrze -powiedział  Will
Złapaliśmy się za ręce.
                                  ***

środa, 1 czerwca 2016

4 Cz

Hej 4 cz.
(...) pokój był pusty były tylko jedne małe drzwi, okropny pokój cały szary.
- Li co teraz - Zapytałam że łzami w oczach, tyle osób się dla mnie poświęca a ja mam poprostu uciekać.
- Uciekamy, od jutra będziesz mogła już sama walczyć - odparła jakby mi czytała w myślach.
  Podeszła do małych drzwi i je mocno pociągneła.
- Tędy to jest wyjść awaryjne - odparła przepuszczając mnie. - Albo nie cofaj się niewiadomo co tam na dole może być.
Tak jak kazała przepuściłam ją, zjechała po czerwonej zjeżdżalni a ja tuż za nią.
- Gdy dojechałam do siostry stałyśmy przed jakąś kabiną.
- Podaj hasło - powiedział damski głos z małego mikrofonu czy jak to tam.
- Hasło? Jakie hasło, Paul nic niemówił - powiedziała oburzona Lili.
- Ta super może jakaś podpowiedź - powiedziałam na głos ale nieoczekiwałam odpowiedzi.
- Podpowiedź brzmi,, członek rodziny " - Znów odezwał się ten głos.
- Liss myśl szybko - pogoniła mnie Lili.
- Członek, boże jaki człowiek rodziny - powiedziałam, a potem mi wpadł pomysł.
- Li jak nazywa się nasz prawdziwa mama? - Zapytałam.
- Ach no tak niewpadłam na to - odparła - Helen.
- Czy hasło brzmi Helen? - Zapytałam małego mikrofonu trzymając kciuki i zaciskając oczy.
- Tak hasło tak brzmi - odparł mikrofon i drzwi się otworzyły.
  Za drzwiami były motory co nam po nich jak nieumiemy prowadzić przynajmniej ja.
- Liss to Akra 2 tysiące nowa..co za sztuka jaki model no no - powiedziała Li, niewiedziałam że zna się na motorach, ja wolę auta kiedyś się scigałam, niemiałam prawka ale umiem dobrze prowadzić.
- Ale Li co teraz ja nieumiem jeździć. A poza tym daje rękę uciąć że wokół jest pełno ludzi z Sakuro - powiedziałam pewnie.
- Ty nierozumiesz to jest najnowszy model w świecie magi, on jest niewidzialny - stwierdziła z radością, widzę że czerpie z tego dużą przyjemność że ja się na tym wogóle nieznam.
- Och daj spokój, uciekajmy i tyle. - Stwierdziłam.
- Dobra, niemarudź - odparła wsiadając  na motor.
- Jadę z tobą inaczej się z tąd nieruszam - stwierdziłam pewnie
Dosiadłam się do niej po czym mocno ją przytuliłam a ona coś tam poklikała i ruszyłyśmy szybko.
Wyjechałyśmy przez garaż, miałam rację dom był oblenżony ale na szczęście nas nikt niezobaczył długo to niepotrwa.
Jechałyśmy tak przez chwilę gdy Li nagle na ulicy się zatrzymała.
- Liss ja tak naprawdę niewiem gdzie jechać, zgubiłam drogę...mapę - wreszcie się przyznała.
- Jedź w las jak najgłębiej. - Stwierdziłam.
   Tak jak jej nakazałam Tak zrobiła.
- Liss - usłyszałam jakiś głos, ktoś mnie wołał, to głos jakiejś dziewczyny
- Zatrzymaj się - nakazałam zasiadając z motora.
Poczułam w kieszeni spodni coś ciężkiego szybko włożyłam rękę i wyjełam scyzoryk ten sam który miałam w ręku zanim się to wszystko zaczęło.
- Kim jesteś i czego chcesz? - Zapytałam starając się nieokazywać że się boję, a boję się cholernie.
- Niebój się - odezwał się ten sam głos
- Nieboje nawet niemyśl - odezwałam się. W tle widziałam jakąś postać która szła w naszą stronę.
- Tam są - usłyszałam głos dwóch facetów, to pewnie z Sakuro.
Lili zeszła z motoru i stanęła tuż koło mnie.
- Koniec zabawy, sprawiłaś nam dużo kłopotów - powiedzieli dochodząc do nas.
- Hej chłopaki - odezwał się ten sam głos dziewczyny która stała za nimi.
Oni się odwrocili a ona im przyłożyła.
- Uciekajcie, sorry za nastraszenie - powiedziała szybko. Niedało się nam zobaczyć jej twarzy gdyż miała kaptur, a Lili niemal że odrazu mnie pociągneła żebym wsiadła na motor.
- Mam pomysł gdzie pojedziemy - odparła po chwili, jakby nic się niewydarzyło a mi to niedawało spokoju.
- Czemu obca nam pomogła - Zapytałam.
- Liss wiem tyle samo co ty - odparła.
Wtuliłam się mocno w siostrę i zaczełyśmy jechać, ulica była pusta więc jechałyśmy bardzo szybko. Po dziesięciu minutach dotarliśmy do miasta.
- Choć - powiedziała Li zatrzymując się przy hotelu 5 gwiazdkowym.
- Dużo ludzi - powiedziałam, bo zrozumiałam o co chodzi.
- Choć pójdziemy się zameldować - odparła spokojnie oglądając się wokół.
Hotel w środku jak i na zewnątrz wyglądał świetnie w końcu nie za nic dali im 5 gwiazdek.
- Dzień dobry poprosimy jeden pokój z dwoma łóżkami - poprosiła Lili a ja patrzyłam jak jakiś dwóch młodych chłopków się nam przygląda, zapatrzyłam się trochę na nich.
- Choć idziemy - powiedziała Li która do mnie podeszła po chwili spojrzała w miejsce gdzie ja się patrzę.
- Oni są od nas, recepcjonistka też - odparła Lili.
Lili ruszyła a ja z nią, doszłyśmy do schodów i dwaj przystojniacy zniknęli mi z oczu.
- Na górę 122 pokój - bąkneła cicho Lili.
Hotel wyglądał super, mega piękny ściany białe, fieranki robione z najlepszych wukien. Li otworzyła drzwi do pokoju i mnie zatkało to najlepszy hotel jaki dotychczas widziałam.
- Duże łóżko...lodówka jestem mega głodna - oznajmiła Li która podbiegła do średniej wielkości lodówki.
Co się dzieje, czemu do tej pory niema żadnych wiadomości od Willa, dziś o północy dostanę moc a wraz z nią władze, jutro poraz pierwszy zobaczę królestwo moje królestwo.
Lili wyjadała z lodówki a ja leżałam na łóżku gdy usłyszałam pukanie.
Spojrzałyśmy na siebie z Li z grobiwą miną, Lili wzięła czerwony scyzoryk z kieszeni i podeszła do drzwi, powoli otwierała stojąc że scyzorykiem.
- Hej dziewczyny niebójcie się - powiedział chłopak który był w holu, niebył sam była tam jeszcze jedna dziewczyna i chłopak.
- Suzanne - powiedziała Lili z ulgą, zwineła nóż spoworotem do kieszeni.
  Ta dziewczyna w okularach i brązowych pofalowanych włosach była widać starsza od nas o jakieś 5 lat minimum.
- Och Li miło cie widzieć, straszne rzeczy dzieją się w krainie, Liss potrzebujemy cie - powiedziała Suzanne.
  Niewiedziałam co powiedzieć zatkało mnie.
- Co z Willem - Zapytałam pomijając ich pytanie.
- O stary, dupek wyrywa najlepsze laski, nie no zazdroszczę - powiedział chłopak który stał koło Suzanne.
- Och Zamkni się - odparła że spokojem Li.
- Niemamy żadnych wiadomości na jego temat przykro mi, ale żadne wiadomość to dobre wiadomości - odparła Suzanne.
Przekręciłam oczami, ci dwaj działają mi na nerwy.
- Ja jestem Ed, a to Dav - powiedział ten drugi. Ed był raczej rodzajem podrywacza i śmieszka, a Dav dobrze zbudowany i raczej poważnie podchodził do misji.
Moje myśli były zajęte myślałam o Willu, jeśli coś się mu stanie niewybacze sobie.
- Niemożecie tak siedzieć w miejscu może pójdziemy na kawę Liss - Zaproponował Ed lekko tanecznym krokiem.
- Och Ed to nie czas na wygłupy - poprawiła go Suzanne.
-Niema co...- zaczął Dav a ja mu przerwałam.
- Położę się.
Poszłam do pokoju się położyć, bałam się. Bałam się o to co będzie jak dostanę moc i o Willa o Paula też ale chłopaki mieli rację Will mi się podoba i niema miejaca na nikogo innego.
                               *
Obudziłam się wieczorem koło 19, a właściwie to obudził mnie hałas.
Wstałam z łóżka i poszłam do salonu wszyscy tam byli dosłownie wszyscy.
- Will!!!...., yyy Paul - krzyczałam i pobiegłam się wtulić do Willa, a potem do Paula.
- Jak dobrze was widzieć...ouu- powiedziałam, byli cali poobijani.
- Nic nam nie jest, za kilka godzin twoje urodziny, lepiej z tąd choćmy - zaproponował Will.
- A to on nadal żyje - powiedziałam rozczarowana.
- Tak, jest trochę jakby to nie w całości - zaśmiał się Paul.
Po 10 minutach każdy był gotowy do wyjścia.
Lili poszła nas wymeldować, a my staliśmy w kółeczku i gadaliśmy.
- Dobra my wracamy do królestwa, ta podła Alex wciąż rządzi...zgineło tyle ludzi - powiedziała smutnie Suzanne - spotkamy się potem.
Ed, Suzanne i Dav złapali się za ręce i zniknęli.
- My też znikamy, niemamy już czym jechać więc - powiedział Will łapiąc mnie. Lili i Paula.
                                 *
Pojawiliśmy się w pokoju tym co byłam po,, porwaniu " ta kanapa, ten salon.
- Tu jesteśmy bezpieczni idę rzucić zaklęcie obronne - powiedział Will.
- Czemu wcześniej tego niezrobiliście - Zapytałam.
- Och robiliśmy ale to niedziała tak że sobie rzucam i nikt niewejdzie jedna, dwie osoby to za mało na takie poważne zaklęcie znaczy inaczej jeśli nasz moc niewzrosła to sami niemożemy rzucać takich zaklęć bo wyjdą nam tylko w połowie, ja dopiero przy następnych urodzinach dostanę pełną moc, nie taką jak ty dostaniesz zaraz ale cóż. - Opowiadał Will.
- Czemu tej Królowej tak zależy na mojej śmierci - Zapytałam.
- Liss ty chyba nadal nierozumiesz.
Mało kto dostaje taką moc , ty i niestety królowa taką ma i kilka innych osób ale im niezależy na władzy. Królowa Alex będzie próbować ich zwerbować ona chce tylko władzy, pieniędzy i żeby była wiecznie młoda, ona będzie próbować cie zabić, albo daruje ci życie ale zabierze ci moc - powiedział Will.
- To jak ja mam wam pomóc? - Zapytałam bo już się w tym wszystkim gubiłam.
- Zabić, zabrać moc cokolwiek, a potem jak już będzie dobrze możesz oddać moc - odparł spokojnie Will.
Ach to do tego jestem im potrzebna, strasznie mnie to zabolało, poczułam że jemu wcale na mnie niezależy.
- A to tylko po to jestem wam potrzebna, a potem to już mogę odejść sobie spokojnie - Zapytałam wkurzona ale nieoczekiwałam odpowiedzi.
- Oj to nie tak. Dziewczyny...- wyjąkał Will.
Odwrociłam się na pięcie i poszłam do pokoju.
Po chwili doszła do mnie Li.
- Lissa niemartw się - powiedziała głaszcząc mnie po ramiemiu.
- Nieważne. Kim jest nasz tata - Zapytałam.
- Och Lissa niezmieniaj zawsze tematu gdy wchodzi w grę poważna rozmowa - zaprotestowała Lili.
- Niezmieniam - odparłam jakby jej słowa mnie niedotkneły, a dotkneły bo tak jest zawsze gdy mowa o czymś zawsze zmieniam temat.
- Dobra więc tak, Nasz ojciec był pozamagicznym gościem, nadal żyje i wie o naszym istnieniu. A teraz ty odpowiesz na moje pytana - odparła - Ach tylko pójdę na sekundę do Paula muszę mu coś powiedzieć.
  Jasne idz sobie jak najdłużej pomyślałam.
Po jakiś 5 minutach przyszła spowrotem.
- Jest 20.50 już za niedługo...- Powiedziała że smutną miną.
- Hej Lili co jest - Zapytałam widzę że coś ją męczy
- Liss bo..jak ty dostaniesz moc..My już niebędziemy się widywać za często. - Odparła.
- Ale przecież..ja sama sobie nieporadze - powiedziałam biorąc ją na litość. Muszę Ci coś powiedzieć - powiedział Li.
                                   ***
O co chodzi co Lili skrywała do tej pory przed swoją siostrą? A

sobota, 28 maja 2016

Cz 3

Hej 3 cz
W środku nocy podbudził nas Will.
- Powaliło cie, jest środek nocy - powiedziałam zaspana.
- Recepcjonistka wezwała policję, musimy uciekać szybko - opowiedział Will otwierając drzwi. Każdy był zaspany ale szybko wstaliśmy i wybiegliśmy na korytarz.
- Tędy - powiedział Will kierując nas w prawą stronę korytarza. Nie taki zły ten hmm Hotel, motel niewiem co to dokładnie.
  Kroczyliśmy przez korytarz szybkim krokiem, nerwowo rozglądając się czy nikogo niema wokół, ale na szczęście nikogo niebyło.
- Wyjdziemy przez okno może? - Zaproponowałam niepewnie.
- Jesteśmy z tyłu...mogli nas otoczyć...Ale niepomyślą że wyjdziemy przez okno...będą myśleć że wejdziemy schodami ewakuacyjnymi. Idziemy - powiedział pewnie Will.
Will tu dowodził dlatego każdy się go słuchał, ale w tym przypadku by nas spalił jakbyśmy poszli schodami, dlatego czułam się trochę lepiej czując że wreszcie ja coś zaproponowałam.
Dotarliśmy do najbliższego okna, po czym dopiero pomyślałam że to jest 1 piętro.
Will skoczył pierwszy.
- Skacz, złapie cie - powiedział, oglądając się wokół czy nikt nie idzie.
- Wi...Will ja...ja mam lęk wysokości, nieskocze. - Wyjąkałam stając na krawędzi okna.
- Zamkni oczy złapie cie - powiedział spokojnie.
  Posłucham go tak zrobiłam, raz kozi śmierc pomyślałam, jak nie zarezykujesz to stracisz.
Zamknełam oczy i leciała w dół, złapał mnie tak jak obiecał.
- Lili twoja kolej - powiedział, a Lili skoczyła bez żadnych gadanek, a po niej szybko Paul i pobiegliśmy do lasu.
- Liss niemów że boisz się lasu - powiedział Will widząc że zwalniam bieg.
- To...tak jakby, nieboje się lasu...Tylko wchodzić do ciemnego.. Och niekaż mi tego tłumaczyć - poprosiłam Willa. Złapał mnie za rękę którą wymachiwałam tłumacząc mu to wszystko.
- Nie bój się, jestem tu - powiedział ciągnąć mnie. Biegliśmy tak a ja Przestałam się już bać, nieczułam strachu wogóle. Po kilku minutach biegu dobiegliśmy na parking.
- Wsiadamy - powiedział Will otwierając drzwi czerwonego kombi. Wsiedliśmy  ja na początek z Willem, a Lili z tyłu z Paulem.
- Niedługo twoje urodziny - zaczął Will.
- Nietylko moje - odparłam, widząc że Lili i Paul posneli.
- Ach tak Lili też
- Czemu wy ciągle mówicie że tylko moje urodziny, Lili też je ma - odparłam. Ciągle padało że to moje urodziny, ale Lili też ma 18-nastke.
- No cóż pora to..tobie to powiedzieć
No proszę myślałam że mówimy sobie wszystko.
- No to widzę że wciąż tajemnice - powiedziałam patrząc na jego lewy profil, wyglądał naprawdę cudnie.
- To...to wcale nie tak. Lili jest twoją siostrą owszem...Ale ona ma geny po ojcu niemagicznym, ona niema mocy. - Opowiadał spokojnie.
  Nie byłam zła, spać mi się chciało.
- Śmiało idź spać - powiedział kiedy ziewnałam.
Zasnełam.
                                 *
Obudziłam się w jakimś pokoju, łóżko było niezbyt wygodne ale cóż.
Wstałam byłam w tych samych ciuchach co w nocy, podeszłam do drzwi które stały naprzeciwko.
- O Liss wstałaś już - powiedział Paul który właśnie wchodził po schodach
- cześć - powiedział nieśmiało
- Spokojnie jesteśmy tu sami, tylko nasza czwórka. - Powiedział a ja wyszłam przed drzwi.
- Choć jeść - powiedział idąc powoli do schodów, poszłam za nim. Dom raczej należy do jakiejś osoby starszej, stare meble, od dawna niebył odnawiany, mały smrud wilgoć
- Liss na co masz ochotę - zaproponowała mi Lili która siedziała przy stole koło Will, jedli kanapki z dżemem truskawkowym.
Ponieważ byłam bardzo głodna postanowiłam że zjem trochę.
- Do kogo należy ten dom? - Zapytałam, myślałam że Will się wkradł czy coś w tym stylu.
- Do mojej cioci, wyjechała na moją prośbę. - Odparł.
- Li idź pod prysznic, a potem się ubierzesz w nowe ciuchy, Will i Paul byli rano na zakupach. - Odpowedział mi szybko Lili.
- Czym ty się zajmujesz? Skoro niemasz mocy - Zapytałam, trochę chamsko ale cóż.
- Jestem alchemiczką, ale pomagam takim osobą jak ty - odparł równie odważnie jak ja, jasne że niezamierzałyśmy się kucic, to moja siostra a w dodatku wyglądała jak ja.
- Pójdę...pod prysznic - odparłam biorąc że sobą kanapke  dżemem.
- Proszę - podała mi Lili białą sukienkę w różowe kwiatki klasyk, i bieliznę.
                              *
Wyszłam z łazienki wyglądając cudownie.
Gdy schodziłam że schodów widziałam jak Will patrząc na mnie chwilowo się zawiesił.
- Wyg...ląda..sz - wyjąkał Will.
- Bosko siostro - poparła Lili.
- Dziękuję - powiedziałam zawstydzona.
Wieczorem koło 22 kiedy Lili już zasnełan na kanapie ja siedziałam i miałam ochotę wyjść na dach tak robiłam w domu, moim domu gdzie dotychczas byłam.
- Da się tu wejść na dach? - Zapytałam Paula.
- Tak - odparł zaspany.
Po chwili byłam już na dachu, powierze lekko wiało ale było strasznie gorąco.
Usiadłam sobie w miejscu gdzie miałam pewność że nie zlecę.
Ciekawe co u mamy pomyślałam.
- Nie...zimno ci - zapytał Will który szedł powoli do mnie.
Olałam jego pytanie i sama zadałam.
- Jak to się stało że masz moc
- No wiesz po 18 urodzinach ona się uaktywnia.- Odparł patrząc mi w oczy.
- Ale mi chodzi o to czy wiedziałeś jak byłeś młodszy że niejesteś zwykłym chłopakiem
- Tak Liss wiedziałem.
Po jego wypowiedzi zamyśliłam się.
- Po 18 urodzinach będziesz miała wybór - odparł.
- jaki
- Będziesz mogła zrezygnować z mocy, i niezobaczysz twojego królestwa - odparł.
- To znaczy że jak zrezygnuje to...wy też znikniecie, a ja niebedę wiedzieć że mam siostrę - Zapytałam
- Tak, zapomnisz o wszystkim
Postanowiłam że nigdy niezrezygnuje z mocy.
- Dzięki...za to ze mi pomagasz, narażają się...- podziekowałam.
- Daj spokój to moja praca - odparł.
- Zanim dostałeś moc, to uczyłeś się normalnie? - Zapytałam
- Tak, moje życie niebyło takie łatwe, dopiero Arci mój prawdziwy tata jak mnie odnalazł to było dobrze. Ale niema co myśleć o przeszłości. - Odparł z uśmiechem.
- Jesteś cudowny - powiedziałam na głos, niemiałam zamiaru tego mówić, to było niechcący.
  On się uśmiechnął, a ja próbowałam odrazu naprawić to co powiedziałam.
- Wiesz cudowny że wiesz nieboisz się niczego i wogóle. Ile ty tak wogóle masz lat - powiedziałam, zawsze gdy się denerwuje powtarzam słowa.
- 20, Paul ma 19
- Wy sami tak z siebie mnie chronicie czy jak.
- Nie dowodzi nami organizacja, a właściwie to nasza praca, również się uczymy, ale w tej chwili niemożemy się pokazać w królestwie, to dłuższa historia - odparł
Powiał wiatr a mi zrobiło się trochę zimno.
- Jesteś pewny że tu jesteśmy bezpieczni - Zapytałam
- Dziś tak, jutro się przeniesiemy gdzie indziej
- Niesądzisz że jest jakoś za cicho
- Może i tak, lepiej zejdź już z tego dachu - odparł.
   Will wstał a ja go złapałam za rękę żeby się nie wywalić.
Stałam koło Will trzymając go cały czas za rękę i patrząc mu w oczy.
- Czemu kradniesz - Zapytałam
- A czemu ty jesteś taka ładna - odparł - choćmy już.
Najpierw zeszłam ja, a potem Will który jeszcze obkręcił się że dwa razy żeby zobaczyć czy tam nikogo niema.
Po godzinie położyłam się spać.
                               *
Wstałam koło 8, z szafy wyjełam czarne dżinsy z dziurami i bluzkę na ramiączka fioletową.
Zeszłam na dół po schodach, wszyscy siedzieli już przy stole i jedli śniadanie.
- Dzień dobry, smacznego - powiedziałam uradowana, a humor bardziej mi się poprawił jak zobaczyłam Willa, wczoraj byśmy się pocałowali ale to szczegół. On też się uśmiechnął jak mnie zobaczył, to fajny wątek ale wrócimy do niego później teraz mam ważniejsze rzeczy jutro o północy dostanę moc.
- Jedz szybko zaraz się wynosimy - powiedział Paul.
- Liss musimy pogadać - powiedziała Lili wstając z krzesła i ciągnąć mnie za rękę. Zobaczyłam że Will i Paul robią dziwną minę i coś szepczą.
Poszłyśmy na górę do mojego pokoju, Li zamknęła drzwi.
- Wiem że ty i Will, ale na to niepora - powiedziała.
Zrobiłam dziwną minę, jakby to niebyła Lili, zawsze chętnie się interesowała takimi sprawami a nie je kładła na dno.
- Yyy okey. Czemu zamknełaś drzwi - Zapytałam, zaczęłam się bać postanowiłam grać na czas, bo coś mi tu niegrałao. Niemam jak się bronić zabardzo, niemogli mnie niczego nauczyć ponieważ oni sami się uczą, a poza tym niewiadomo jak silną moc dostanę, nauczyciela się dobiera wraz z siłą mocy.
- Lili chce wyjść - powiedziałam cofająć się bez sensu bo ona i tak się zbliżała.
- Myślałaś że się ukryjesz przedemną - powiedział ostry ton mężczyzny który właśnie się ujawniał.
- Czego chcesz - powiedziałam już się niebałam bo do pokoju z kopa wbiegł Will.
Bez namysłu podbiegłam za Willa.
W tej że chwili gdy ja biegłam Bred rzucił czymś prosto w mój brzuch, niewiem co to było.
- Teraz już nieżyjesz - powiedział Will nigdy niewidziałam go tak wściekłego.
- Co, myślisz że mi coś zrobisz, to nie ta bajka gdzie żyli długo i szczęśliwie - odparł Bred.
- Czemu mnie odrazu niezabijesz? - Zapytałam Breda.
- Sakoro chce cie żywą co najwyżej trochę poturbowaną, albo nawet nieprzytomną byle byś oddychała, a z tobą mogę zrobić co chce, chyba rozumiemy o czym mówię - powiedział że wstretnym uśmiechem, obrzydliwym.
- Paul wiesz co robić - krzyknął Will który teraz to się wsciekł na maksa.
Paul mnie zaciągną, do jakiś drzwi które były zamknięte na kutke spojrzał na nie oczami a kutka jakby się roztopiła a drzwi się zamkneły. Miałam jeszcze chwilowy podgląd na pokój w którym to wszystko się działo.
- To teraz się zabawimy - powiedział Bred z łobuzerskim uśmiechem widziałam jak strzela z palca do Willa który nagle wisiał w powietrzu dygocąc sie. Will spojrzał na drzwi i oczami je zamknął. Paul brutalnie zaciągnął mnie za rękę do pokoju w którym stała Lili.
- Liss tak bardzo cie przepraszam - powiedziała zapłakana, natychmiast mnie przytuliła mocno, a ja przed oczami miałam obraz Willa który wisiał w powietrzu.
- Li wiesz co masz robić. Idę do Willa - powiedział Paul stanowczo i wybiegł przez drzwi.
- Co teraz - Zapytałam, czułam się bez silnie, oni walczą o moje życie a ja mam uciekać to nie fair
- Uciekamy - powiedziała Lili
                                  ***
Narazie tyle, jak myślicie Will przeżyję czy odda życie za Lisse?
4 cz już w krótce 😘

piątek, 13 maja 2016

Cz 2

Hej cz 2,, Strażniczka wyspy "
(...) już ranek, niepamietam dokładnie co się stało. Pokój w którym byłam był mały, ale jednak duży, było poprostu średni, było wystarczająco dużo miejsca. Ściany były mocno fioletowe, a sufit szary bardzo fajnie to wyglądało.
- Wygodne łóżko pomyślałam
W pokoju było łóżko, duża szafa i biurko na którym stał komputer. Wstałam z łóżka i poszłam do szafy, wyjełam dżinsy i bluzkę na ramiączka Ubrałam się , po czym podeszłam do drzwi które stały naprzeciwko mnie. Ucieszyłam się chwilowo jak zobaczyłam salon tam w którym siedziałam, i kanapę na której spał Will. Spał jak dziecko, ale był słodki, bardzo przystojny.
- Niespał całą noc może go niebudźmy? - Powiedział męski spokojny głos, powiedział to chłopak mega przystojny
- Jestem Paul - powiedział podając mi rękę.
- Lissa- powiedziała, odpowiadając na uścisk rąk.
Trzymaliśmy tak ręce przez dobre pare chwil patrząc sobie w oczy. W tej chwili oderwał nas od siebie Will.
- Już wstałaś - powiedział, to było stwierdzenie. Wyglądał tak słodko, taki potargany Will.
- Musimy się zastanowić co dalej - zaproponował Paul.
  - A co ma być? - Zapytałam.
- Mój plan jest taki żebyś narazie przeczekała tutaj, niemożemy nigdzie cie wywieźć - zaproponował Paul.
To chyba żart, jasne wszystko wydaje się takie prawdziwe....takie dziwne, ale tu niezostane, niewiem co u mojej mamy niewiem nic, do moich urodzin jeszcze tydzień. Niema opcji uciekam z tąd.
Paul nadal kontynuował a ja się zamyśliłam nad dalszą częścią mojej ucieczki.
- Dobrze, pogadamy potem, Lisso masz na coś ochotę?- Zapytał Will, on jest taki słodki wysoki wysportowany, w dodatku brunet, ale Paul też jest bardzo przystojny.
- Tak
- To choćmy na stołówke.
Wyszliśmy na długi szary korytarz, przez okna widziałam że jest bardzo ładna pogoda, chyba nawet zauważyłam bramę.
- Zaraz do was dojdę tylko pójdę jeszcze do toalety - powiedziałam, mając nadzieję że żaden z nich się hmm nieskapnie że ja niewiem jak, gdzie dojść
- Okey, to my czekamy na stołówce. - Powiedział Paul, Poszli prosto a ja się trochę musiałam cofnąć. Szłam tak na szczęście nienapotkałam się na nikogo. Wielkie brązowe drzwi stały mi tylko na drodze żeby uciec.
- Żeby były otwarte, żeby były otwarte - szeptałam pod nosem mając nadzieję że gdy pociągnie za klamkę drzwi będą otwarte.
Otwarte...uf ulga, wyszłam...w jakiś las.
- I gdzie ja mam teraz pójść
Poszłam prosto, usłyszałam jakiś dźwięk to zaczełam biec, bałam się zaczęłam żałować że wogóle uciekam, ale teraz niema odwrotu. Biegłam tak dobre pare minut, zatrzymałam się dopiero przy ulicy. Poczułam dziwne uczucie w głowie..ach Stefano się próbuje włamać, niemoge na to pozwolić, już wiedzą że uciekłam. Skupiłam się mocno i nagle ból głowy minął jak ręką odjął.
- Gdzie ja mam teraz iść - Zapytałam sama siebie, niewiedziałam już gdzie mam iść, niewiem nawet gdzie jestem.
                                     *
Poszłam ulicą przed siebie, miałam już gdzieś co się stanie. Szłam tak kilka godzin, straszne chce mi się pić, z głodem umiem walczyć ale nie z pragnieniem.
Była zmęczona, jest ciemno i zimno, postanowiłam się gdzieś..przespać.
Usiadłam na jakimś kamieniu na polance, usłyszałam jakieś szmery, szybko wstałam i się obejrzałam za siebie.
Przełykając śline patrzyłam na coś co wyłania się z ciemności. Ja cofałam się do tyłu a to coś coraz bliżej.
- No Lisso czas się rozliczyć - usłyszałam głos mojego ojczyma który powoli się wyłaniał, niebył sam.
Odwrociłam się i zaczełam biec, uciekać, chciałam być jak najdalej. Czemu ja uciekłam mogłam sobie tam być.
Wierzę, wierzę im.
- Niemasz co uciekać - powiedział mój ojczym, on i jego znajomi mnie otoczyli.
- Czego odemnie chcesz Bred, zostaw mnie w spokoju!!! - Rozkazałam płaczliwym tonem, ale niepłakałam.
- Czas na ciebie - powiedział i uniósł rękę, a właściwie palec, ułożył kciuk i palec  w pistolet.
Zawarł mi dech w piersiach, to już koniec, zamknełam oczy i że spokojem przyjęłam tą wiadomość.
Usłyszałam jakieś krzyki, uderzenia, otworzyłam oczy, pierwsze co zobaczyłam to Willa który bił się z Bredem. Wszyscy inni rzucali się jakimi kulami, inni wypowiadali zaklęcia, a inni wymachiwli różdżką.
A ja pośród tego całego bałaganiu, siedzę trzymając się za głowę.
- Zajmi się nią!- usłyszałam jak Paul krzyknął to do Willa. Will podszedł do mnie i podniósł na ręce.
  Tak bardzo się ucieszyłam na jego widok, zapach jego perfum jest taki słodki, taki męski. Wtuliłam się do niego i że spokojem zamknełam oczy...już się niebałam..przy nim czułam się bezpieczna.
                                     *
Biegł tak szybko, aż za szybko to chyba jego jedna z mocy.
Wreszcie się zatrzymaliśmy, a ja poczułam się głupio, poczułam że mi wstyd.
Usiedliśmy na wielkiej skalę, a na niebie był księżyc w pełni.
- Tak mi głupio... - Powiedziałam odrazu gdy Will mnie położył na skalę.
- Daj spokój, bywa, to moja wina powinienem Ci wszystko wyjaśnić odrazu.
- Nie, przecież to ja narobiłam ci problemów, wam wszystkim - powiedziałam.
- Musimy iść - powiedział.
-Dziękuję, gdyby nie ty to napewno...napewno bym już ni...- Tu mi przerwał.
Wziął palec i uciszył mnie.
- Zawsze cie uraruje, oddałbym za ciebie życie - powiedział patrząc mi głęboko w oczy.
- Idziemy? - Zapytałam, psując taką fajną chwilę.
- Idziemy - powiedział i ruszył.
Wziął mnie na ręce i pobiegł, Biegł dłużej niż wcześniej.
Dotarliśmy na parking.
- Czemu tu?- Zapytałam
- Wiedzą już gdzie cie ukrywamy, jedziemy do Berlina - powiedział uśmiechając się.
- Tooo na co czekamy? - Zadałam kolejne pytanie.
- Na resztę - ledwo dokończył to zdanie, gdy wszyscy pojawili się na choryzoncie.
Doszedł do nas Paul i jakaś dziewczyna.
- Lisso, Will to jest Liliana, będzie nam pomagać - powiedział Paul. Wysoka blondynka, o długich włosach, i niebieskich oczach, była podobna do mnie....
Zauważyła moje zdziwnie i się odezwała.
- Tak Lisso jesteśmy podobne. Musimy wszystko sobie wyjaśnić. - Zauważyłam że jej też nie jest łatwo.
- To może pójdziemy usiąść na ławkę - zaproponowałam.
Przytakneła mi ruchem głowy. Poszłyśmy usiąść.
- Jak widzisz nasze imiona zaczynają się na tą samą literę L. Ty i ja...jesteśmy...siostrami. Nasza mama - ona ciągnęła dalej, a do mnie docierało to co ona mówiła.
- Nasza mama, jest już dawno w niebie, czasem mam z nią kontakt - Tu jej przerwałam.
- To znaczy że jestem adoptowana, że ciebie chciała wychować a mnie nie! - Musiałam to jej wykrzyczeć, zanim pomyślałam to powiedziałam.
- Nie, nasza mama niemiała..niemogła wychować ani ciebie ani mnie, musiała nas oddać, za co jestem jej wdzięczna, uratowała nas, inaczej dawno byśmy nieżyły, kiedy ona nas urodziła Księżniczka Luisa kazała jej nas oddać pod groźbą śmierci, myślała że jak nas niewychowa matka to że nasza moc zniknie i niebędzie więcej...osób takich jak nasza babcia, niezwyciężona, mogła mieć wszystko, ale się zabiła, ponieważ ktoś zabił jej męża...A ona z miłości do niego się zabiła. My mamy moc babci, dostaniemy ją za 4 dni a właściwie ty w dzień naszych urodzin, niestety czasy się zmieniły... Jesy wiele sposobów żeby nas zabić nawet po otrzymaniu mocy...dlatego jesteś ważna dla nich..dla nas...i dla mnie..siostro - ona to wszystko opowiadała a ja słuchałam z uwagą. Podejrzewam że jestem adoptowana.
Poczułam że Liliana jest mi bardzo bliska.
- Pora ruszać - krzyknął do nas Paul.
Podeszłyśmy do nich, i wsiadłyśmy do auta, Will prowadził usiadłam obok niego, a Liliana i Paul z tyłu.
- Zatrzymamy się w hotelu na jeden dzień, potem zmienimy hotel gdzieś dalej. - Tłumaczył Will
- A skąd na to kasa?- Zadałam głupie pytanie, a w tym momencie poczułam że jesten głodna strasznie i pić mi się chce.
Lili chyba zobaczyła to i dała mi kanapkę, i pepsi.
Dotarliśmy do Berlina wieczorem, przez podróż prawie nic niemowiłam, układałam sobie wszystko w głowie, Lili, Paul i Will to wiedzieli dlatego mnie niezmuszali do rozmowy, sami ukladali jakieś plany żeby mnie chronić.
Dotarliśmy pod Motel,, Pod Berlinem " niezła nazwa. Motel z zewnątrz wyglądał nawet okey, był szaro - niebieski, a w środku jeszcze lepszy.
- Niestety ale mamy komplet, mamy tylko jeden pokój wolny - powiedziała pani za lady.
- Weźmiemy - powiedział Will, a pani mi się przyglądała, i sobie przypomniałam że przecież jestem poszukiwana, i nie tylko o to że mnie porwano, ale także...dowiedziałam się tego w aucie że jestem poszukiwana także za ciężkie pobicie, i za narkotyki.
Mało mnie to obchodziło co ten Bred mówi na mój temat, zgłosił na Policję że mnie znalazł, chciał żeby hmm policja mnie może złapała a wtedy to już po mnie podobno byłam naćpana z kolegami i że go pobiliśmy.
Widocznie tu też o mnie słyszeli. Minęło tyle czasu, czuje się jakbym od dawna o siebie niezadbała.
Pokój był jeden, ale w środku były dwa pokoje i dwa łóżka jedno dwu osobowe a drugie jedno jednoosobowe.
Usiadłam na łóżku i zaczełam wspominać...miłe chwile spędzone z moją niiby mamą. Jak miałam 6,8 lat jak robiłam ciastka, ubierałam choinkę, a teraz wszystko mi upadło.
- Nie smuć się - powiedział Paul
Wyjaśniłam mu wszystko, a on zaczęł mnie pocieszać.
Około 23 położyłam się spać, ale przed tym zjadłam i wzięłam prysznic.
                               ***
Narazie tyle. Podoba się, to czytajcie i komentujcie

wtorek, 26 kwietnia 2016

Cz 1

Hej coś nowego mam nadzieję że się spodoba.
          ,,  Strażniczka marzeń "
Siedziałam tak oparta o parapet prawie całą lekcje, nawet nieodezwałam do Caroline, nieżebym się z nią pokuciła, poprostu niemiałam ochoty nic mówić, choć to dziwne bo zawsze jestem rozgadana.
Niepotrafiłam się skupić na niczym, poprostu patrzyłam się na ławke, i zerkałam czasem na panią czy niepatrzy.
Takie dni są naprawdę dziwne niema się ochoty na nic, a dziś tak jakoś szczególnie dziwnie.
Wzięłam kartkę i długops zaczęłam rysować pieska.
- Wasylissa Stell - wypowiedziała pani moje imię.
Przez chwilę niewiedziałam o co chodzi, dopiero po chwili się domyśliłam  że hmm mam iść do odpowiedzi.
-...Tak pani profesor?- Zapytałam cienkim głosem.
- Opowiedz mi o czym my dziś rozmawiamy.
- Niestety niewiem pani profesor
- No cóż niepozostaje mi nic innego, jak wstawić ci jedynkę - powiedziała, a ja usiadłam, było mi to obojętne pierwszy raz miałam takie uczucie.
Z tyłu lekko w plecy poklepał mnie John.
- Co jest?- Powiedział pół szeptem
Odwrociłam głowę
- Nic mi nie jest! - Powiedziałam głośniej niż on.
Zabrzmiał dzwonek, podniosłam torbę i wstałam.
- Lissa co jest - Zapytała kolejna osoba tym razem to Caroline, która mnie dogoniła.
Następne lekcje były podobne, siedziałam znudzona, nic nierobiłam nic niepisałam.
Na ostatnią lekcje się spóźniłam 5 minut, słuchałam muzyki i nieusłyszałam dzwonka.
- Dzień dobry pani Andrews, przepraszam za spóźnienie
- Nic nieszkodzi Lisso, usiądź - powiedziała pani, biologia to jedyna lekcja na której mogę siedzieć godzinami.
Po lekcji poszłam odrazu do domu.
Mieszkam z mamą i ojczymem, mama zna go od kilku miesięcy i już się wprowadził, jakoś za nim nieprzepadałam. Tymbardziej że zaczął się dziwnie zachowywać.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam czesać moje blond włosy
Dzień minął dość szybko. Poszłam spać koło 23.                
                                   *
                   4 dni później
Wreszcie piątek!!!
Poszłam do szkoły pierwszą mieliśmy moją ulubioną lekcje czyli biologię, dziś mieliśmy hmm się uczyć wnętrza żaby, musieliśmy się dobrać w pary po dwie osoby, na każdą parę przypadała jedna żaba.
- Chciałam wam przedstawić nowego ucznia - powiedziała pani Andrew wprowadzając nowego chłopak.
- To jest Will,  usiądź proszę obok Johna  powiedziała wskazując na niego.
  Ach Caroline! To moja najlepsza przyjaciółka, szczupła blondynka, o niebieskich oczach, ideał jak dla chłopaka.
Usiadł obok Johna.
- Czyżby wysoki, wysportowany brunet zawrócił ci w głowie? - Zapytała pół głosem Caroline
- Nie, nie no co ty - powiedziałam odwracając głowę w przeciwnym kierunku, żeby na niego niepatrzeć.
- To czemu się tak uśmiechasz, od początku tygodnia próbuje wywołać uśmiech na twojej twarzy, a tu zjawja się taki Will i odrazu.
Fakt mam lepszy humor, czyżby to dzięki temu chłopakowi? 
Na chemi zauważyłam że Will mi się przygląda, niemiałam jeszcze czasu żeby z nim pogadać ale cóż.
Uśmiechnęłam się do niego, a on zrobił to samo.
Miał przepiękny uśmiech wyglądał tak niesamowicie.
                               *
Po lekcj znajomi z klasy Wyciągnęli mnie na miasto.
Wracałam wieczorem było już ciemno, żeby dojść do domu musiałam przejść przez mały las, żeby się niebać zresztą niewiele myśląc wyjełam słuchawki i zaczełam słuchać muzyki Alvaro Soler - Sofia, ta piosenka dawała mi sporo odwagi. Jeszcze kawałek tego lasu i będę w domu, rzecz jasna nie tylko las prowadzi do mojego domu, żeby dojść inaczej musiałabym przejść okrężną drogą.
Już widziałam ulice gdy nagle ktoś z tyłu założył mi worek na głowę i związał ręce i wrzucił do auta.
Strasznie się przeraziłam zaczęłam krzyczeć, miałam słuchawki na uszach. Jechałam chyba z 20 minut. Po czym auto stanęło, a mnie ktoś przezucił przez ramię, niósł kawałek, a ja wpadłam w tym czasie na genialny pomysł, ponieważ niebyło chyba sensu się drzeć bo takto by mi zatkali czymś usta, więc postanowiłam ugryźć tego kogoś w ramię przez worek.
Usłyszałam letkkie auć i tyle.
Więc postanowiłam jeszcze raz zatopić zęby. Właśnie miałam go ugryźć kiedy on mnie posadził. Był blisko więc wyczułam ładny zapach perfum, coś mi ten zapach mówił, ale niewiedziałam czyje to perfumy.
Po chwili worek został zdjęty i ujrzałam twarz Willa, poczułam gniew a zarazem poczułam się bezpieczna, niewiem czemu takie uczucie się narodziło.
- Ty palancie - wykrzyknełam.
Zbliżył się do mnie przestraszyłam się że może chce mnie uderzyć albo coś w tym stylu, ale nie zrobił coś czego się zupełnie niespodziewałam, rozwiązał mi ręce, i wyjął słuchawki.
Oczywiście odrazu się na niego rzuciłam i przewróciła na plecy, zaczęłam z całej siły bić pięściami po twarzy, pewnie by mi oddał gdybym kolanem nienaciskała na jego mostek.
- Dobra jest - powiedział facet oparty o drzwi jedzący jabłko.
Chwila mojej nieuwagi i to ja leżałam na plecach, zauważyłam że na małym stoliku leży scyzoryk, postanowiłam go dosięgnąć. Szybko go złapałam i lekko raniąc go w rękę zrzuciłam go z siebie.
Facet który jadł jabłko był dużo starszy od Willa.
Szybko się rozejrzałam po...mieszkanu!!!, mieszkaniu myślałam że jak się kogoś porywa to hmm będzie to jakaś piwnica czy coś.
- Koniec zabawy, Lisso odłożył ten nóż bo jeszcze się skaleczysz - powiedział Will
- Ani mi się śni, po moim trupie!- Powiedziałam, a gość który ciągle jadł jabłko zaśmiał się.
- Dobra żebyś potem niezałowała - powiedział i podszedł do mnie i coś powiedział pod nosem a mi nóż wyleciał z ręki i odleciał kawałek dalej.
- Co jest grane!? - Wykrzyczałam zdziwiona tym co się dzieje.
- Uspokój się, niezrobimy ci krzywdy, niebój się - teraz to ja zupełnie niewiedziałam co mam robić.
- Jasne jasne - powiedziałam cofająć się do scianny.
- Dobra..masz - powiedziała podając mi scyzoryk - lepiej?
- To teraz mi powiedz po co mnie porwałeś - powiedziałam, spokojnie, już się niebałam tak jak na początku.
- Może lepiej opowiem Ci wszystko od początku - powiedział również spokojnie siadając na kanapie.
- Usiądziesz, czy się boisz - Zapytał z łobuzerskim uśmiechem
- Niczego się nieboje, a w szczególności nie ciebie! - Powiedziała, siadając na przeciwko niego.
- To po co ci ten scyzoryk?
- Dla pewności że niebedziesz nic kompinował - odparłam, szybka wymiana zdań, patrzyliśmy sobie w oczy chwilę w milczeniu, gdy ten facet zaczął kaszleć.
- Ach tak, więc..to jest mój tata Arnold - powiedział Will
- cześć - powiedział machając mi, a ja odmachałam.
- Moi rodzice!! - Wypaliłam nagle, boże pewnie zauważyli że mnie niema,będą się martwić.
- Ach no tak, przed nami najgorsze, myślę że niebedą...nam przeszkadzać.. Znaczy myślę że niebedę są martwić - powiedziała Will, a ja zrobiłam dziwny wyraź twarzy.
- Więc tak no to...dziś zostaniesz na noc - powiedział Will.
- To miało być Porwanie? - Zapytałam
- Oj nienazywajmy tego tak mocnymi słowami - powiedział Will, zauważyłam że Arnolda niema i to od dobrych paru minut
- Jasne to były miłe zaproszenie na przejażdżkę - powiedziała zmęczona tym tematem. - Czy wyjaśnisz mi łaskawie co tu się dzieje?- Zapytała
- Tak. Gdybyśmy dziś właśnie niedawno cie " nieporwali" to byś pewnie już nieżyła. - Powiedziała łagodnie.
- Ta - powiedziałam niewierzyłam mu ani trochę.
- Wiem że mi niewierzysz, ale spróbuj.
Więc tak twój ojczym jest w organizacji od zabijania takich jak my. Najpierw rozkochał twoją mamę żeby się do ciebie zbliżyć i cie poprostu zabić- powiedział patrząc mi się w oczy.
Uwierzyłam mu niewiem czemu, może dlatego że wszystko mi się połączyło w jedną całość, takie dziwne zachowanie ojczyma, dziś mieliśmy być sami w domu.
- Will włącz tv szybko - powiedział zdyszany gruby chłopak.
Gdy Will włączył tv odrazu na wiadomość.. Nadawano moje Porwanie. W tej chwili mówił Ojczym,, odrazu po szkole miała pójść na miasto, a potem przyjść do domu, koledzy i koleżanki mówili że ją doprowadzili pod Lasek, przepraszam - powiedział i odszedł na bok. Tak mówi ojczym zaginionej, podejrzewany o ten czyn jest niejaki Will Broker.
Will wyłączył telewizor w momencie gdy podawali jego rysopis.
- Tu jesteś bezpieczna - powiedział i wstał, wyszedł a ja zostałam w swojej niepewności.
- Niemartw się on tak czasem ma - powiedział i Usiadł.
- Jestem Stefano - powiedział, a mi to imię mówiło tylko o pamiętnikach wampirów.
- Ja jestem..- Tu mi przerwał
- Wasylissa Stell, tak wiem, każdy tu o tobie wie - uprzedził moje przedstawienie się.
- Jak skąd?
- Za kilka dni masz urodziny twój ojczym miał cie zabić przed nimi, bo wtedy uruchomi się twoja moc, dla nas na rękę..Ale dla nich porażka...i wte...- Tu ja mu przerwałam.
- Co! Jaka moc?!, jaką rękę?! - wstałam z fotele mówiąc to, oczami szukałam scyzoryka.
- Tam leży - wskazał mi ręką miejsce jego położenia.
- Skąd wiesz że myślałam o tym?!- Wykrzyczałam, to wszystko zaczyna się robić dziwne, przerasta mnie, niewiem co mam robić.
- Poprostu, czytam w myślach - powiedział uśmiechając się.
- To nie żarty, pytam poważnie! - Powiedziałam podkreślając ostatnie słowo.
- Mówię serio, no weź coś pomyśl- powiedziała a ja hmm pomyślałam o pysznej kanapce z pomidorem, zaczęłam się robić głodna.
- Tam jest lodówka, masz swoje ulubione pomidory koktajlowe. - Powiedział
Przestałam się bać, zaczęłam się robić ciekawa.
- Jak się przed tym wzbronić, żebyś niemógł zaglądać do mojej głowy? - Zapytałam, to chyba się dzieje naprawdę no cóż podoba mi się to.
- Musisz to sama poczuć, musisz czuć kiedy wkradam ci się w myśli, spróbujemy? - Zapytał, widać było że ten czarno włosy gruby chłopak lubi uczyć, no cóż moja ciekawość jest zbyt wielka by odmówić.
Skupiłam całą swoją uwagę na tym żeby coś poczuć, zamknełam oczy a przed nimi zobaczyłam mojego ojczyma który mówił - nieuciekniesz przedemną, zabije cię, zabije zabije -
Poczułam jak osuwam się na podłogę, niepamietam co się dalej działo.
Obudziłam się w łóżku, słońce już wstało, już ranek.
                                ***
Narazie tyle.
Następna cześć już niedługo.