Hej cz 2,, Strażniczka wyspy "
(...) już ranek, niepamietam dokładnie co się stało. Pokój w którym byłam był mały, ale jednak duży, było poprostu średni, było wystarczająco dużo miejsca. Ściany były mocno fioletowe, a sufit szary bardzo fajnie to wyglądało.
- Wygodne łóżko pomyślałam
W pokoju było łóżko, duża szafa i biurko na którym stał komputer. Wstałam z łóżka i poszłam do szafy, wyjełam dżinsy i bluzkę na ramiączka Ubrałam się , po czym podeszłam do drzwi które stały naprzeciwko mnie. Ucieszyłam się chwilowo jak zobaczyłam salon tam w którym siedziałam, i kanapę na której spał Will. Spał jak dziecko, ale był słodki, bardzo przystojny.
- Niespał całą noc może go niebudźmy? - Powiedział męski spokojny głos, powiedział to chłopak mega przystojny
- Jestem Paul - powiedział podając mi rękę.
- Lissa- powiedziała, odpowiadając na uścisk rąk.
Trzymaliśmy tak ręce przez dobre pare chwil patrząc sobie w oczy. W tej chwili oderwał nas od siebie Will.
- Już wstałaś - powiedział, to było stwierdzenie. Wyglądał tak słodko, taki potargany Will.
- Musimy się zastanowić co dalej - zaproponował Paul.
- A co ma być? - Zapytałam.
- Mój plan jest taki żebyś narazie przeczekała tutaj, niemożemy nigdzie cie wywieźć - zaproponował Paul.
To chyba żart, jasne wszystko wydaje się takie prawdziwe....takie dziwne, ale tu niezostane, niewiem co u mojej mamy niewiem nic, do moich urodzin jeszcze tydzień. Niema opcji uciekam z tąd.
Paul nadal kontynuował a ja się zamyśliłam nad dalszą częścią mojej ucieczki.
- Dobrze, pogadamy potem, Lisso masz na coś ochotę?- Zapytał Will, on jest taki słodki wysoki wysportowany, w dodatku brunet, ale Paul też jest bardzo przystojny.
- Tak
- To choćmy na stołówke.
Wyszliśmy na długi szary korytarz, przez okna widziałam że jest bardzo ładna pogoda, chyba nawet zauważyłam bramę.
- Zaraz do was dojdę tylko pójdę jeszcze do toalety - powiedziałam, mając nadzieję że żaden z nich się hmm nieskapnie że ja niewiem jak, gdzie dojść
- Okey, to my czekamy na stołówce. - Powiedział Paul, Poszli prosto a ja się trochę musiałam cofnąć. Szłam tak na szczęście nienapotkałam się na nikogo. Wielkie brązowe drzwi stały mi tylko na drodze żeby uciec.
- Żeby były otwarte, żeby były otwarte - szeptałam pod nosem mając nadzieję że gdy pociągnie za klamkę drzwi będą otwarte.
Otwarte...uf ulga, wyszłam...w jakiś las.
- I gdzie ja mam teraz pójść
Poszłam prosto, usłyszałam jakiś dźwięk to zaczełam biec, bałam się zaczęłam żałować że wogóle uciekam, ale teraz niema odwrotu. Biegłam tak dobre pare minut, zatrzymałam się dopiero przy ulicy. Poczułam dziwne uczucie w głowie..ach Stefano się próbuje włamać, niemoge na to pozwolić, już wiedzą że uciekłam. Skupiłam się mocno i nagle ból głowy minął jak ręką odjął.
- Gdzie ja mam teraz iść - Zapytałam sama siebie, niewiedziałam już gdzie mam iść, niewiem nawet gdzie jestem.
*
Poszłam ulicą przed siebie, miałam już gdzieś co się stanie. Szłam tak kilka godzin, straszne chce mi się pić, z głodem umiem walczyć ale nie z pragnieniem.
Była zmęczona, jest ciemno i zimno, postanowiłam się gdzieś..przespać.
Usiadłam na jakimś kamieniu na polance, usłyszałam jakieś szmery, szybko wstałam i się obejrzałam za siebie.
Przełykając śline patrzyłam na coś co wyłania się z ciemności. Ja cofałam się do tyłu a to coś coraz bliżej.
- No Lisso czas się rozliczyć - usłyszałam głos mojego ojczyma który powoli się wyłaniał, niebył sam.
Odwrociłam się i zaczełam biec, uciekać, chciałam być jak najdalej. Czemu ja uciekłam mogłam sobie tam być.
Wierzę, wierzę im.
- Niemasz co uciekać - powiedział mój ojczym, on i jego znajomi mnie otoczyli.
- Czego odemnie chcesz Bred, zostaw mnie w spokoju!!! - Rozkazałam płaczliwym tonem, ale niepłakałam.
- Czas na ciebie - powiedział i uniósł rękę, a właściwie palec, ułożył kciuk i palec w pistolet.
Zawarł mi dech w piersiach, to już koniec, zamknełam oczy i że spokojem przyjęłam tą wiadomość.
Usłyszałam jakieś krzyki, uderzenia, otworzyłam oczy, pierwsze co zobaczyłam to Willa który bił się z Bredem. Wszyscy inni rzucali się jakimi kulami, inni wypowiadali zaklęcia, a inni wymachiwli różdżką.
A ja pośród tego całego bałaganiu, siedzę trzymając się za głowę.
- Zajmi się nią!- usłyszałam jak Paul krzyknął to do Willa. Will podszedł do mnie i podniósł na ręce.
Tak bardzo się ucieszyłam na jego widok, zapach jego perfum jest taki słodki, taki męski. Wtuliłam się do niego i że spokojem zamknełam oczy...już się niebałam..przy nim czułam się bezpieczna.
*
Biegł tak szybko, aż za szybko to chyba jego jedna z mocy.
Wreszcie się zatrzymaliśmy, a ja poczułam się głupio, poczułam że mi wstyd.
Usiedliśmy na wielkiej skalę, a na niebie był księżyc w pełni.
- Tak mi głupio... - Powiedziałam odrazu gdy Will mnie położył na skalę.
- Daj spokój, bywa, to moja wina powinienem Ci wszystko wyjaśnić odrazu.
- Nie, przecież to ja narobiłam ci problemów, wam wszystkim - powiedziałam.
- Musimy iść - powiedział.
-Dziękuję, gdyby nie ty to napewno...napewno bym już ni...- Tu mi przerwał.
Wziął palec i uciszył mnie.
- Zawsze cie uraruje, oddałbym za ciebie życie - powiedział patrząc mi głęboko w oczy.
- Idziemy? - Zapytałam, psując taką fajną chwilę.
- Idziemy - powiedział i ruszył.
Wziął mnie na ręce i pobiegł, Biegł dłużej niż wcześniej.
Dotarliśmy na parking.
- Czemu tu?- Zapytałam
- Wiedzą już gdzie cie ukrywamy, jedziemy do Berlina - powiedział uśmiechając się.
- Tooo na co czekamy? - Zadałam kolejne pytanie.
- Na resztę - ledwo dokończył to zdanie, gdy wszyscy pojawili się na choryzoncie.
Doszedł do nas Paul i jakaś dziewczyna.
- Lisso, Will to jest Liliana, będzie nam pomagać - powiedział Paul. Wysoka blondynka, o długich włosach, i niebieskich oczach, była podobna do mnie....
Zauważyła moje zdziwnie i się odezwała.
- Tak Lisso jesteśmy podobne. Musimy wszystko sobie wyjaśnić. - Zauważyłam że jej też nie jest łatwo.
- To może pójdziemy usiąść na ławkę - zaproponowałam.
Przytakneła mi ruchem głowy. Poszłyśmy usiąść.
- Jak widzisz nasze imiona zaczynają się na tą samą literę L. Ty i ja...jesteśmy...siostrami. Nasza mama - ona ciągnęła dalej, a do mnie docierało to co ona mówiła.
- Nasza mama, jest już dawno w niebie, czasem mam z nią kontakt - Tu jej przerwałam.
- To znaczy że jestem adoptowana, że ciebie chciała wychować a mnie nie! - Musiałam to jej wykrzyczeć, zanim pomyślałam to powiedziałam.
- Nie, nasza mama niemiała..niemogła wychować ani ciebie ani mnie, musiała nas oddać, za co jestem jej wdzięczna, uratowała nas, inaczej dawno byśmy nieżyły, kiedy ona nas urodziła Księżniczka Luisa kazała jej nas oddać pod groźbą śmierci, myślała że jak nas niewychowa matka to że nasza moc zniknie i niebędzie więcej...osób takich jak nasza babcia, niezwyciężona, mogła mieć wszystko, ale się zabiła, ponieważ ktoś zabił jej męża...A ona z miłości do niego się zabiła. My mamy moc babci, dostaniemy ją za 4 dni a właściwie ty w dzień naszych urodzin, niestety czasy się zmieniły... Jesy wiele sposobów żeby nas zabić nawet po otrzymaniu mocy...dlatego jesteś ważna dla nich..dla nas...i dla mnie..siostro - ona to wszystko opowiadała a ja słuchałam z uwagą. Podejrzewam że jestem adoptowana.
Poczułam że Liliana jest mi bardzo bliska.
- Pora ruszać - krzyknął do nas Paul.
Podeszłyśmy do nich, i wsiadłyśmy do auta, Will prowadził usiadłam obok niego, a Liliana i Paul z tyłu.
- Zatrzymamy się w hotelu na jeden dzień, potem zmienimy hotel gdzieś dalej. - Tłumaczył Will
- A skąd na to kasa?- Zadałam głupie pytanie, a w tym momencie poczułam że jesten głodna strasznie i pić mi się chce.
Lili chyba zobaczyła to i dała mi kanapkę, i pepsi.
Dotarliśmy do Berlina wieczorem, przez podróż prawie nic niemowiłam, układałam sobie wszystko w głowie, Lili, Paul i Will to wiedzieli dlatego mnie niezmuszali do rozmowy, sami ukladali jakieś plany żeby mnie chronić.
Dotarliśmy pod Motel,, Pod Berlinem " niezła nazwa. Motel z zewnątrz wyglądał nawet okey, był szaro - niebieski, a w środku jeszcze lepszy.
- Niestety ale mamy komplet, mamy tylko jeden pokój wolny - powiedziała pani za lady.
- Weźmiemy - powiedział Will, a pani mi się przyglądała, i sobie przypomniałam że przecież jestem poszukiwana, i nie tylko o to że mnie porwano, ale także...dowiedziałam się tego w aucie że jestem poszukiwana także za ciężkie pobicie, i za narkotyki.
Mało mnie to obchodziło co ten Bred mówi na mój temat, zgłosił na Policję że mnie znalazł, chciał żeby hmm policja mnie może złapała a wtedy to już po mnie podobno byłam naćpana z kolegami i że go pobiliśmy.
Widocznie tu też o mnie słyszeli. Minęło tyle czasu, czuje się jakbym od dawna o siebie niezadbała.
Pokój był jeden, ale w środku były dwa pokoje i dwa łóżka jedno dwu osobowe a drugie jedno jednoosobowe.
Usiadłam na łóżku i zaczełam wspominać...miłe chwile spędzone z moją niiby mamą. Jak miałam 6,8 lat jak robiłam ciastka, ubierałam choinkę, a teraz wszystko mi upadło.
- Nie smuć się - powiedział Paul
Wyjaśniłam mu wszystko, a on zaczęł mnie pocieszać.
Około 23 położyłam się spać, ale przed tym zjadłam i wzięłam prysznic.
***
Narazie tyle. Podoba się, to czytajcie i komentujcie
piątek, 13 maja 2016
Cz 2
wtorek, 26 kwietnia 2016
Cz 1
Hej coś nowego mam nadzieję że się spodoba.
,, Strażniczka marzeń "
Siedziałam tak oparta o parapet prawie całą lekcje, nawet nieodezwałam do Caroline, nieżebym się z nią pokuciła, poprostu niemiałam ochoty nic mówić, choć to dziwne bo zawsze jestem rozgadana.
Niepotrafiłam się skupić na niczym, poprostu patrzyłam się na ławke, i zerkałam czasem na panią czy niepatrzy.
Takie dni są naprawdę dziwne niema się ochoty na nic, a dziś tak jakoś szczególnie dziwnie.
Wzięłam kartkę i długops zaczęłam rysować pieska.
- Wasylissa Stell - wypowiedziała pani moje imię.
Przez chwilę niewiedziałam o co chodzi, dopiero po chwili się domyśliłam że hmm mam iść do odpowiedzi.
-...Tak pani profesor?- Zapytałam cienkim głosem.
- Opowiedz mi o czym my dziś rozmawiamy.
- Niestety niewiem pani profesor
- No cóż niepozostaje mi nic innego, jak wstawić ci jedynkę - powiedziała, a ja usiadłam, było mi to obojętne pierwszy raz miałam takie uczucie.
Z tyłu lekko w plecy poklepał mnie John.
- Co jest?- Powiedział pół szeptem
Odwrociłam głowę
- Nic mi nie jest! - Powiedziałam głośniej niż on.
Zabrzmiał dzwonek, podniosłam torbę i wstałam.
- Lissa co jest - Zapytała kolejna osoba tym razem to Caroline, która mnie dogoniła.
Następne lekcje były podobne, siedziałam znudzona, nic nierobiłam nic niepisałam.
Na ostatnią lekcje się spóźniłam 5 minut, słuchałam muzyki i nieusłyszałam dzwonka.
- Dzień dobry pani Andrews, przepraszam za spóźnienie
- Nic nieszkodzi Lisso, usiądź - powiedziała pani, biologia to jedyna lekcja na której mogę siedzieć godzinami.
Po lekcji poszłam odrazu do domu.
Mieszkam z mamą i ojczymem, mama zna go od kilku miesięcy i już się wprowadził, jakoś za nim nieprzepadałam. Tymbardziej że zaczął się dziwnie zachowywać.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam czesać moje blond włosy
Dzień minął dość szybko. Poszłam spać koło 23.
*
4 dni później
Wreszcie piątek!!!
Poszłam do szkoły pierwszą mieliśmy moją ulubioną lekcje czyli biologię, dziś mieliśmy hmm się uczyć wnętrza żaby, musieliśmy się dobrać w pary po dwie osoby, na każdą parę przypadała jedna żaba.
- Chciałam wam przedstawić nowego ucznia - powiedziała pani Andrew wprowadzając nowego chłopak.
- To jest Will, usiądź proszę obok Johna powiedziała wskazując na niego.
Ach Caroline! To moja najlepsza przyjaciółka, szczupła blondynka, o niebieskich oczach, ideał jak dla chłopaka.
Usiadł obok Johna.
- Czyżby wysoki, wysportowany brunet zawrócił ci w głowie? - Zapytała pół głosem Caroline
- Nie, nie no co ty - powiedziałam odwracając głowę w przeciwnym kierunku, żeby na niego niepatrzeć.
- To czemu się tak uśmiechasz, od początku tygodnia próbuje wywołać uśmiech na twojej twarzy, a tu zjawja się taki Will i odrazu.
Fakt mam lepszy humor, czyżby to dzięki temu chłopakowi?
Na chemi zauważyłam że Will mi się przygląda, niemiałam jeszcze czasu żeby z nim pogadać ale cóż.
Uśmiechnęłam się do niego, a on zrobił to samo.
Miał przepiękny uśmiech wyglądał tak niesamowicie.
*
Po lekcj znajomi z klasy Wyciągnęli mnie na miasto.
Wracałam wieczorem było już ciemno, żeby dojść do domu musiałam przejść przez mały las, żeby się niebać zresztą niewiele myśląc wyjełam słuchawki i zaczełam słuchać muzyki Alvaro Soler - Sofia, ta piosenka dawała mi sporo odwagi. Jeszcze kawałek tego lasu i będę w domu, rzecz jasna nie tylko las prowadzi do mojego domu, żeby dojść inaczej musiałabym przejść okrężną drogą.
Już widziałam ulice gdy nagle ktoś z tyłu założył mi worek na głowę i związał ręce i wrzucił do auta.
Strasznie się przeraziłam zaczęłam krzyczeć, miałam słuchawki na uszach. Jechałam chyba z 20 minut. Po czym auto stanęło, a mnie ktoś przezucił przez ramię, niósł kawałek, a ja wpadłam w tym czasie na genialny pomysł, ponieważ niebyło chyba sensu się drzeć bo takto by mi zatkali czymś usta, więc postanowiłam ugryźć tego kogoś w ramię przez worek.
Usłyszałam letkkie auć i tyle.
Więc postanowiłam jeszcze raz zatopić zęby. Właśnie miałam go ugryźć kiedy on mnie posadził. Był blisko więc wyczułam ładny zapach perfum, coś mi ten zapach mówił, ale niewiedziałam czyje to perfumy.
Po chwili worek został zdjęty i ujrzałam twarz Willa, poczułam gniew a zarazem poczułam się bezpieczna, niewiem czemu takie uczucie się narodziło.
- Ty palancie - wykrzyknełam.
Zbliżył się do mnie przestraszyłam się że może chce mnie uderzyć albo coś w tym stylu, ale nie zrobił coś czego się zupełnie niespodziewałam, rozwiązał mi ręce, i wyjął słuchawki.
Oczywiście odrazu się na niego rzuciłam i przewróciła na plecy, zaczęłam z całej siły bić pięściami po twarzy, pewnie by mi oddał gdybym kolanem nienaciskała na jego mostek.
- Dobra jest - powiedział facet oparty o drzwi jedzący jabłko.
Chwila mojej nieuwagi i to ja leżałam na plecach, zauważyłam że na małym stoliku leży scyzoryk, postanowiłam go dosięgnąć. Szybko go złapałam i lekko raniąc go w rękę zrzuciłam go z siebie.
Facet który jadł jabłko był dużo starszy od Willa.
Szybko się rozejrzałam po...mieszkanu!!!, mieszkaniu myślałam że jak się kogoś porywa to hmm będzie to jakaś piwnica czy coś.
- Koniec zabawy, Lisso odłożył ten nóż bo jeszcze się skaleczysz - powiedział Will
- Ani mi się śni, po moim trupie!- Powiedziałam, a gość który ciągle jadł jabłko zaśmiał się.
- Dobra żebyś potem niezałowała - powiedział i podszedł do mnie i coś powiedział pod nosem a mi nóż wyleciał z ręki i odleciał kawałek dalej.
- Co jest grane!? - Wykrzyczałam zdziwiona tym co się dzieje.
- Uspokój się, niezrobimy ci krzywdy, niebój się - teraz to ja zupełnie niewiedziałam co mam robić.
- Jasne jasne - powiedziałam cofająć się do scianny.
- Dobra..masz - powiedziała podając mi scyzoryk - lepiej?
- To teraz mi powiedz po co mnie porwałeś - powiedziałam, spokojnie, już się niebałam tak jak na początku.
- Może lepiej opowiem Ci wszystko od początku - powiedział również spokojnie siadając na kanapie.
- Usiądziesz, czy się boisz - Zapytał z łobuzerskim uśmiechem
- Niczego się nieboje, a w szczególności nie ciebie! - Powiedziała, siadając na przeciwko niego.
- To po co ci ten scyzoryk?
- Dla pewności że niebedziesz nic kompinował - odparłam, szybka wymiana zdań, patrzyliśmy sobie w oczy chwilę w milczeniu, gdy ten facet zaczął kaszleć.
- Ach tak, więc..to jest mój tata Arnold - powiedział Will
- cześć - powiedział machając mi, a ja odmachałam.
- Moi rodzice!! - Wypaliłam nagle, boże pewnie zauważyli że mnie niema,będą się martwić.
- Ach no tak, przed nami najgorsze, myślę że niebedą...nam przeszkadzać.. Znaczy myślę że niebedę są martwić - powiedziała Will, a ja zrobiłam dziwny wyraź twarzy.
- Więc tak no to...dziś zostaniesz na noc - powiedział Will.
- To miało być Porwanie? - Zapytałam
- Oj nienazywajmy tego tak mocnymi słowami - powiedział Will, zauważyłam że Arnolda niema i to od dobrych paru minut
- Jasne to były miłe zaproszenie na przejażdżkę - powiedziała zmęczona tym tematem. - Czy wyjaśnisz mi łaskawie co tu się dzieje?- Zapytała
- Tak. Gdybyśmy dziś właśnie niedawno cie " nieporwali" to byś pewnie już nieżyła. - Powiedziała łagodnie.
- Ta - powiedziałam niewierzyłam mu ani trochę.
- Wiem że mi niewierzysz, ale spróbuj.
Więc tak twój ojczym jest w organizacji od zabijania takich jak my. Najpierw rozkochał twoją mamę żeby się do ciebie zbliżyć i cie poprostu zabić- powiedział patrząc mi się w oczy.
Uwierzyłam mu niewiem czemu, może dlatego że wszystko mi się połączyło w jedną całość, takie dziwne zachowanie ojczyma, dziś mieliśmy być sami w domu.
- Will włącz tv szybko - powiedział zdyszany gruby chłopak.
Gdy Will włączył tv odrazu na wiadomość.. Nadawano moje Porwanie. W tej chwili mówił Ojczym,, odrazu po szkole miała pójść na miasto, a potem przyjść do domu, koledzy i koleżanki mówili że ją doprowadzili pod Lasek, przepraszam - powiedział i odszedł na bok. Tak mówi ojczym zaginionej, podejrzewany o ten czyn jest niejaki Will Broker.
Will wyłączył telewizor w momencie gdy podawali jego rysopis.
- Tu jesteś bezpieczna - powiedział i wstał, wyszedł a ja zostałam w swojej niepewności.
- Niemartw się on tak czasem ma - powiedział i Usiadł.
- Jestem Stefano - powiedział, a mi to imię mówiło tylko o pamiętnikach wampirów.
- Ja jestem..- Tu mi przerwał
- Wasylissa Stell, tak wiem, każdy tu o tobie wie - uprzedził moje przedstawienie się.
- Jak skąd?
- Za kilka dni masz urodziny twój ojczym miał cie zabić przed nimi, bo wtedy uruchomi się twoja moc, dla nas na rękę..Ale dla nich porażka...i wte...- Tu ja mu przerwałam.
- Co! Jaka moc?!, jaką rękę?! - wstałam z fotele mówiąc to, oczami szukałam scyzoryka.
- Tam leży - wskazał mi ręką miejsce jego położenia.
- Skąd wiesz że myślałam o tym?!- Wykrzyczałam, to wszystko zaczyna się robić dziwne, przerasta mnie, niewiem co mam robić.
- Poprostu, czytam w myślach - powiedział uśmiechając się.
- To nie żarty, pytam poważnie! - Powiedziałam podkreślając ostatnie słowo.
- Mówię serio, no weź coś pomyśl- powiedziała a ja hmm pomyślałam o pysznej kanapce z pomidorem, zaczęłam się robić głodna.
- Tam jest lodówka, masz swoje ulubione pomidory koktajlowe. - Powiedział
Przestałam się bać, zaczęłam się robić ciekawa.
- Jak się przed tym wzbronić, żebyś niemógł zaglądać do mojej głowy? - Zapytałam, to chyba się dzieje naprawdę no cóż podoba mi się to.
- Musisz to sama poczuć, musisz czuć kiedy wkradam ci się w myśli, spróbujemy? - Zapytał, widać było że ten czarno włosy gruby chłopak lubi uczyć, no cóż moja ciekawość jest zbyt wielka by odmówić.
Skupiłam całą swoją uwagę na tym żeby coś poczuć, zamknełam oczy a przed nimi zobaczyłam mojego ojczyma który mówił - nieuciekniesz przedemną, zabije cię, zabije zabije -
Poczułam jak osuwam się na podłogę, niepamietam co się dalej działo.
Obudziłam się w łóżku, słońce już wstało, już ranek.
***
Narazie tyle.
Następna cześć już niedługo.
niedziela, 3 stycznia 2016
Hej hej
Hej kochani nominowano mnie do Lba.
1. Od jakiego czasu masz bloga?
Bloga jakoś od wakacji.
2. Co cię skłoniło do prowadzenia bloga?
Moje koleżanki, na początku pisałam sobie w zeszycie, a potem jakoś tak wyszło.
3. Piszesz tylko Fantasy?
Nie piszę różne opowiadania, nietylko fantasy.
4. Kiedy, co jaki czas piszesz, masz jakiś czas wybrany na to?
Piszę wtedy kiedy mam wenę.
5. Masz takie momety kiedy masz ochotę napisać np. W jakimś miejscu?
Tak, i to bardzo często.
6. Jakie są twoje ulubione filmy?
Mam dwa takie najbardziej ulubione.
- Wiecznie żywy
- Notatnik śmierci
Oby dwa polecam z całego serca.
7. Jakiej muzyki słuchasz?
Bardzo wielu rodzajów.
8. Ostatnia przeczytaną książka?
Akademia wampirów
9. Masz rodzeństwo?
Tak.
10. Kiedy znów napiszesz?
Już niedługo.
środa, 9 grudnia 2015
poniedziałek, 9 listopada 2015
hej hej 5 cz
(...) leżałam na tej kanapie.
- Co się stało - powiedziałam podnosząc się z tej kanapy.
- Erni przeszedł na strone cieni, na strone Moro. Moro mu obiecała że jak cię przyniesie to dostanie nagrode. Teraz jest zamknięty w piwnicy. - powiedział Odd.
- Od kiedy jest po stronie Moro - zapytalam.
- Od dawna - powiedział Odd.
Chris siedział i się nic nieodzywał.
Trzy dni później
Zbliżała się gwiazdka. Jest 15 Grudnia.
Siedziałam z Talią w tej okropnej sali uczyła mnie robić wir wodny.
Kręcisz palcem i robisz taki żwirów którym ty jesteś wygląda jakby się latał.
- Talia a dużo osób wyjeżdża na święta?-zapytałam.
- Nie raczej nie , wiele osób niema rodziców,ani innej rodziny - odparła
- A ty , znaczy wy wyjeżdżacie - zapytałam , a Talia posmutniała.
- Nie, naszą rodzine wykończyła Moro, zabiła ich na naszych oczach. - powiedziała że łzami.
Postanowiłam zmienić temat zanim zacznie płakać.
- Jak się dowiedziałaś że jesteś wilkiem - zapytalam.
- Od urodzenia wiedziałam, każdy wilk który ma w rodzinie wilka jest nim od dziecka, tylko nie każdy o tym wie.
Gorsze jest bycie wilkiem przez ugryzienie. Ale tego nie będę ci mówić musimy wziąć się za robotę! -- powiedział, bardzo lubiłam Talie była miła i rozmowna.
Godzine później poszłam się przejść, doszedł do mnie Chris.
- Co tam - zapytał.
- Nic takiego, czy zawsze musi ktoś że mną być- powiedziałam to dlatego że zanim doszedł Chris szedł że mną Jack.
- Mhm. - otworzył puszkę pepsi kiedy to mówił.
- Wyjeżdżam na święta do rodziców- powiedzilam.
- Chcesz łyka - zapytał się mnie podsuwając mi pod nos pepsi.
- Czy ty mnie słuchasz? - zapytałam.
- Jasne że tak , jakbym cię niesłuchał to bym ci nie odpowiedział . - odparł obojętnie. Teraz zrozumiałam dlaczego tak zareagował przypomniała mi się rozmowa z Talią.
- Lubisz święta- zapytałam.
- Nie. Jakoś nieprzepadam- odparł.
- Skoro tu mnie pilnujecie, to kto będzie mnie pilnował u rodziców- zapytałam.
- Ja i Talia, musisz nas przedstawić jako niewiem przyjaciół, czy coś- odparł, popiając pepsi.
- Masz jeszcze?- zapytałam,zachciało mi się pić, wyją kolejną pepsi.
- Skąd wy to wszystko macie, to całe jedzenie?- zapytałam.
- Chodzimy raz w tygodniu na zakupy- odparł.
- A kase, skąd macie kase? - zadałam kolejne pytanie, naprawdę zaczęło mnie to bardzo ciekawić.
- Mamy swoje sposoby.
Chodziliśmy tak sobie przez 10 minut, śmiejąc się rozmawiając.
- A może poćwiczyć? - zapytał.
- Jasne, już nieżyjesz - zaśmiałam się.
Pierwsza uderzyłam odgrodziłam go ogniem, zrobiłam takie kółko ogniste wokół niego.
- No bardzo mądre- powiedział.
Ale niemusiałam długo czekać na jego ruch. Nagle coś wyrosło spod ziemi i mnie przykuło, do ziemi.
Niewiedziałam co zrobić, po chwili podszedł Chris.
- Poddajesz się? -zapytał uśmiechając się łobuzersko.
- Chciałbyś - odparłam.
Ponieważ stał nademną z całej siły wydmuchałam powietrze z płuc , a on odleciał.
Jakoś się uwolniłam z uścisku tych rośli.
Leżał na ziemi nieprzytomny przynajmniej tak mi się zdawało.
Gdy podeszłam podrzucił mnie do góry siła wody.
Gdy wracałam na ziemnie złapał mnie Chris.
Przytuliłam się do niego.
- Hej Endżi co ci jest?- zapytał Chris trochę zmartwiony.
- Kiedy mnie podrzuciłeś do góry przypomniało mi się jak tu trafiłam, że mi się śniłeś - powiedziałam powoli.
- Zadałaś mi pytanie czy zawsze ktoś musi z tobą być? Tak musi ponieważ gdy twoja babcia umrze będziesz nami rządzić jesteś jak księżniczka. A my jesteśmy tylko twojmi strażnikami - powiedział. Jestem jak księżniczka, niewiedziałam że mam po babci nimi rządzić.
- Niejesteście tylko strażnikami, jesteście przyjaciółmi,jak rodzina.- powiedziałam. A Chris wyją pepsi w puszcze.
- Ile ty tego nosisz?- zapytałam zdziwiona. Ile on tego ma.
- Ostatnia- odparł i buchneliśmy śmiechem.
Wróciłyśmy na obiad.
*
,, 20 Grudnia "
Dni mineły mi spokojnie, pożegnałam się z babcią.
Ja i Talia byłyśmy gotowe do drogi, stałyśmy przed domem czekając aż Chris podjedzie pod dom autem.
Chris podjechał i ruszyliśmy w drogę.
Po drodze rozmawialiśmy o świętych, magi itp.
Wieczorem podjechaliśmy pod domek rodziców.
-To co idziemy?!- zapytałam.
Zapukałam do drzwi, otworzyła mama.
- Mamo - powiedziałam i ją mocno przytuliłam.
- Kto to - powiedział ojciec dochodząc do drzwi.
- O Endżi - powiedział tata.
Weszliśmy do salonu mama była tak samo zdziwiona jak ojciec na widok Chrisa i Tali.
- Mamo tato to Chris i Talia, moi przyjaciele. - powiedziałam.
Po kolacji mama i tatą chyba polubi Talie.
- No to pewnie jesteście zmęczeni, Talio będziesz spała z Endżi a ty Christianie w pokoju gościnnym. - powiedziała mama.
Mama zawsze była bardzo miła wiedziała zawsze jak się zachować i co powiedzieć.
Poszliśmy do pokoi.
Godzine później poszłyśmy spać z Talią.
*
Rano wstaliśmy o 7.21
Poszliśmy zjeść śniadanie, a potem poszłam ich oprowadzić po okolicy.
*
Wieczorem przyszliśmy.
- Hej macie ochotę zrobić pierniczki i kilka ciast -.zapytała mama, wiedziała że jej nieodmówie uwielbiam pracę w kuchni,zawsze uwielbiałam robić sosy jak miałam 13 lat,mówiłam mamie tak
,, Dobry sos na miare drobnego kucharza " czy jakoś tak.
- Jasne, lubicie robić ciasta prawda? - Zapytałam.
- Bardzo- powiedziała Talia.
Po 3 godzinach zrobiliśmy pyszne pierniki i kilka ciast, podczas robienia mama włączyła muzke i tanczyliśmy , obrzucaliśmy się mąką.
*
* 24 Grudnia *
Wieczór, moi rodzice są tradycyjni więc czekaliśmy na pierwszą gwiazdkę.
Gdy się pojawiła dzieliliśmy się opłatkiem i składaliśmy sobie życzenia.
Dawaliśmy sobie prezenty, nawet Talia i Chris mieli prezenty dla moich rodziców.
- Wszystkiego najlepszego...księżniczko - powiedział Chris dając mi łanczuszek w kształcie serca był srebny, ja też miałam dla niego prezent. Była koszulka z podpisem jego ulubionego piłkarza.
Następnego dnia musieliśmy wracać do swojej ,, siedziby ".
Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w drogę.
Dojechaliśny pod sklep Chris wysiadł i powiedził żebyśmy poczekały chwilę, gdy wyszedł miał torbę wypchaną czymś.
- Mam pepsi chce ktoś? ,mam marsy i chipsy i czekoladę- powiedział wsiadając do auta. Był trochę umięśniony, miał blond włosy były tak przystojny.
- Jesteś uzależniony- powiedziałam biorąc od niego pepsi i marsa.
- Niektórzy tak mają, jedni wolą pepsi a drudzy wolą latać- powiedział dobrze wiem co miał na myśli, sytuacja gdzie mnie wyrzucił w powietrze, złapał mnie gdy leciałam z powrotem, on jest idealny.
Razem buchneliśmy śmiechem.
- Przepraszam że przerywam tę miłą konwersacje ja niejstem w Temacie- powiedziała oburzona Talia.
- Niemusisz być siostrzyczko- wiadome powiedział Chris.
Po drodze do domu poprosiłam Chrisa żeby zatrzymał się na chwilę na jakiejś polanie. Było tak fajnie Talia puściła muzykę z auta i zaczeliśmy sobie tanczyć.
- Zaraz musimy ruszać - powiedział Chris.
Złapałam go za rękę i zaczeliśmy tanczyć.
-Ruszamy - powiedział
- Nie, nietak prędko zabawa dopiero się zaczyna. - powiedziała Moro.
- Czego ty chcesz?- zapytałam.
- Nieudawaj, dobrze wiesz ze chcę twojej mocy - powiedziała podchodząc coraz bliżej.
- Odsuń się!- powiedział Chris.
- Skarbie ciebie niechcę, tylko Endżi, no chyba że chcesz przedłużyć zabawe i ciebie też mam zabić, jak twoją matke, i ojca..- powiedział Moro dotkneł czułego punktu.
- Ognista kula- wykrzykną Chris.
Rzucił nią w Moro, na nasze nieszczęście nieoberwał nawet ją niedrasneł.
- Co ale jak to ty przecież niemasz... Ty niemasz żywiołu ognia!- wykrzykneła Moro. A ja traciłam wzrok, wszystko takie zamazane, ziemia się rozsuwa, tracę grunt pod nogami, nagle upadłam na ziemie.
*
* O krok od śmierci *
Obudziłam się w swoim pokoju, Chris spał na fotelu.
- Chris...Chris - powiedziałam tak cicho że sama ledwo się słyszałam.
- Chris
Nagle otworzył oczy i podbiegł do mnie, nadal mam trochę zamazany obraz.
- Co się... Się stało?- zapytałam.
- Odpoczni później porozmawiamy - powiedział, a ja niemiałam siły się z nim spierać.
Poszłam spać.
*
Obudziłam się znów już w lepszym stanie.
Przy mnie znów był Chris.
-Co się stało - zapytałam.
- Oddałaś mi trochę mocy ognia. Nikt niewie jak to zrobiłaś , jeszcze nikt nigdy tego nieumiał zrobić, a co najepsze że ty masz całą swoją moc. Nasi koledzy stwierdzili że masz nieograniczoną moc, jeśli to jest prawda to będzie niedobrze a zarazem dobrze.
Moro będzie chciała twoją moc stanie się nieśmiertelna , jeśli jej moc połączy się z twoją. Przekazując mi moc byłaś o krok od śmierci. - powiedział, a ja byłam szczęśliwa że oddałam moc, skoro jemu oddałam to mogę oddać każdemu.
-Endżi twoja babcia!- krzykneła wbiegająca do pokoju.
- Co z nią?- zapytałam zmartwiona.
- Źle - powiedziała że łzami w oczach.
Sorry że tylko tyle, mam nadzieję że się podoba.
poniedziałek, 26 października 2015
hej hej 4 cz
(...) Stałam tam chwilę bez ruchu , podczas gdy on wyją z kieszeni pudełeczko.
- Endzi ten sam naszyjnik miała twoja babcia i jeszcze przed nią. Teraz nadeszła twoja kolej abyś dostała co twoje. - mówił Chris , zakładając mi naszyjnik , miał kształt serca , góra i dół była czerwona a w środku było widać pomarańczowe.
- Dziękuję, a co on mi ma dać? -zapytałam.
- To co masz w sercu. No dobra czas zacząć- powiedział.
*
Dwie godziny później.
Siedzieliśmy jeszcze w tej sali, była zielona wkurzał mnie już ten kolor.
Siedzieliśmy na podłodze, gadając.
- Opowiedz mi jak było, jak minęło twoje życie, w gimnazjum? -powiedział Chris.
- W miare , poznałam dwie bliskie mi przyjaciółki , czasem się z nimi kuciłam ,ale bardzo je lubiłam. - powiedziałam , przypominając sobie scenke jak kiedyś wywaliłam się na schodach a one się śmiały.
- A ty , jak było z tobą- zapytałam.
- Też dobrze, miałem sporo kolegów , zawsze se jakoś radę dałem - powiedział.
- Jak się dowiedzdałeś że jesteś wilkiem? - zapytałam, a on się patrzy.
- To , to było tak że ja od małego wiedziałem kim jestem - powiedział.
- Chris , Chris. Odd przyszedł- wypowiedział Riko dysząc.
Chris zbladła , posmutniał , i nagle wstał.
Poszłam za nim a on kierował nas do salonu.
- Chris brachu , jesteś wreszcie- powiedział idąc do Chrisa.
- uuu co to za piękność , Chris niezła dziunia - powiedział ten Odd , a ja się wkurzyłam że padło słowo ,,Dziunia " niezapanowałam nad sobą i z całej siły wypuściłam powietrze przez usta , a on poleciał na ścianę.
Odwróciłam się na pięcie i poszłam do pokoju , nieinteresuje mnie co się z nim stało. Usłyszałam dwa pukniecia.
- Dobrze mu tak , ale to tylko chwilowe, chcę cię prosić żebyś na niego uważała to niejest ktoś kto jest z nami - powiedział Chris.
- Pójdziemy na impreze ? - zapytałam, wyrażnie niezainteresowana tematem.
- Nie , nigdzie niepójdziemy. - powiedział.
Po 20 minutach go przekonałam.
*
Uwielbiałam , chodzić na imprezy gównie w tedy kiedy mam zły humor.
Wieczorem zrobiłam sobie warkoczyka, i ubrałam spódniczkę mini i bluzkę byszczącą.
Jechaliśmy autem, ja i Chris.
Po godzinie dojechaliśmy do miasteczka i pod klub.
Na ulicy było trochę ludzi , pod klubem było sporo.
- Endzi niewolno ci użyć magi żywiołów. - powiedział Chris.
- Wiem wiem - powiedziałam obojętnie.
Chciałam stanąść w kolejce do klubu, gdy Chris złapał mnie za rękę i zaciągną do wejścia do klubu.
- Co ty robisz ! -zapytałam.
- No to chcesz wejść do klubu czy nie ?!-zadał pytanie, ale raczej odpowiedzi to nieoczekuje.
- Chris , kupę czasu- powiedział ochroniarz.
I weszliśmy do klubu, leciał mój ulubiony kawałek.
Bawiliśmy się super, aż do momentu.
Sporo wypiliśmy , ale jeszcze wiedziałam co robię.
- Chris , podobasz mi się - powiedziałam otwarcie.
Chciałam się przytulić, ale mnie odepchną.
- Endzi, jesteś wilkiem jak ja ale ty jesteś ognista , jesteś ognistym wilkiem, najlepszą partią dla ciebie jest ognisty wilk , albo chociaż pól ognisty, nie ja , przykro mi - powiedział, i odszedł zostawiając mnie tak na środku samą.
Wkurzona Wyszłam z klubu , było ciemno i było niemal że pusto. Szłam , sama niewiedziałam gdzie mam iść.
Nagle kilku gości wyskoczyło przedemnie.
- Co za gwiazdeczka , nasz wilczek , no już użyj magi - powiedział jeden, było ich z 14 , dobrze wiedzą kim jestem, to nie fair niemoge nic zrobić bo zaraz mnie ktoś zaatakuje.
- No no 14 na jedną dziewczyne , niewiem nawet oco wam chodzi- powiedziałam.
Ten co mówił zaczął do mnie podchodzić.
- Ani kroku dalej - powiedziałam.
I każdy z nich buchną śmiechem, a ten gości nawet się niezatrzymał.
- Hej, chyba coś powiedziała - powiedział głos za mną, to nie Chris , to ten Odd.
- Dzięki niepotrzebuje twojej pomocy- powiedziałam, na jego widok robiło mi się niedobrze, nie z powodu jego wyglądu, bo był nawet przystojny, tylko z powodu tego co powiedział wcześniej ,, Dziunia ''.
- Endzi, przestań być taka haha niedostępna - powiedziałam.
-Ja ci zaraz pokaże! -powiedziałam wściekła na niego, już miałam podnieść rękę by go oblać wodą, gdy ktoś złapał mi ręce z tyłu.
- Hej hej , ty gdzie z łapami, tylko ja jej mogę tak robić i nikt więcej- powiedział Odd i szedł w moją stronę.
- No chyba nie , chciałbyś - powiedziałam , kopjąc tego gościa tam gdzie słońce niedochodzi.
Wyrwałam się i wystrzeliłam z palca strumień wody, i pomyślałam o mojej babci. Wszyscy upadli, Odd gdzieś zadzwonił , ich związał. Po jakimś czasie na miejsce dotarło kilku ludzi od nas i Chris.
Przypomniało mi się o sytuacji z klubu, usiadłam na chodniku , myśląc.
- Hej Endzi , pogadamy- powiedział Chris , kiwnełam głową ze tak.
- Endzi , posłuchaj.... - powiedział Chris, a ja mu przerwałam.
- Nie to ty posłuchaj, wyjawiłam ci co czuje, a ty mnie odtrąciłeś- powiedziałam.
- Musiałem , nieważne jest co czuję - powiedział.
- Co jest nieważne, kim ja jestem że traktujesz mnie jak niewiem , jak jakaś księżniczkę, a jestem taka sama ja ty , jak każdy tutaj- powiedziałam i wstałam wkurzona.
- Jesteś ognistym wilkiem, nigdy niebędziesz jak każdy, wyróżniasz się, jesteś jak cenna gwiazda , niemoże stać ci się krzywda.... Jesteś lepszą ligą - powiedział powoli a szczególnie to ostatnie.
- Sam kiedyś mi powiedziałeś że jestem jak każdy z was , a ty nagle zaczynasz mnie traktować jak kogoś lepszego.
- Powiedziałam.
- Obiecałem , Obiecałem twojej babci że będę cię bronił mimo wszystko, zawiodłem- wyszeptał i usiadł na chodniku.
- Nic się przecież niestało , hej Chris wszystko jest okey- powiedziałam, cała złość mi przeszła.
- Endzi idziemy! - powiedziała Talia. Talia jest siostrą Chrisa , na początku myślałam że jest jego dziewczyną.
- Chris idziesz ? - zapytała Talia.
Wstał i szedł za mną do auta.
*
Przez całą droge się nikt nieodzywał , robiło się już jasno.
Po dojechaniu na miejsce niepozwolono mi się położyć.
- Choć- powiedział jakiś chłopak , i zaprowadził mnie jakimś korytarzem który prowadził do jakiś drzwi.
Zapukał i prawie natychmiast drzwi się otworzyły. Pokój był pomalowany na niebieski taki wodny.
- Babcia !- wykrzyknełam , i się na nią rzuciłam.
- Endzi , Endzi moją kochana wnuczko - powiedziała babcia.
- Ale co ty tu robisz, przecież ty umarłaś.- powiedziałam, dziwnie to musiało zabrzmieć.
- Tak i nie. Endzi , pochowaliście pustą trumne , tam nic niema , musiałam być tu , zobaczyć jak wyrasta z ciebie wilk który panuje nad zywiołami. - powiedziała.
- Babciu tak tęskniłam , Chris..- i tu mi przerwała.
- Tak właśnie Chris, słyszałam że coś tam między wami...- teraz to ja babci przerwałam.
- Między nami co ? , miedzy nami nic !- powiedziałam wkurzona.
- Dobrze, Endzi , idź już na lekcje- powiedziała.
- Na lekcje, jestem zmęczona- powiedziałam.
- Trudno, Erni zaprowadź Endzi ,do sali. - Powiedziała babcia.
No trudno tylko to Usłyszałam. Postanowiłam że zwieje temu Erniemu i pójdę spać.
Nagle zrobiło mi się ciemno i poczułam ostry ból w głowie, jakby mi ktoś czymś przyłożył w łeb. Gdy się obudziłam widziałam światło , Odd i Chris tu są.
- Gdzie ja jestem co się stało - zapytałam.
*
Narazie tyle , następnym razem będzie więcej, komentujcie.
Jak myślicie co się stało?
sobota, 17 października 2015
hej
Przemyślałam sprawę dużo było do myślenia , po dwóch dniach byłam pewna. To tylko sen niema co się przejmować. Była sobota wieczór , a wracając do tego wątku z dniem kiedy spałam u rodziców.
Były moje urodziny , wypiłam o wiele za dużo , rodzice musieli po mnie przyjechać do klubu , oczywiście nie obyło się bez gadaninki że nie powinnam tyle pić , zawsze mnie to wkurzało jestem dorosła a traktują mnie jak małe dziecko.
Znów wieczór od 3 dni nic mi się nie śniło , oczywiście z ich udziałem , w sumie Chris nie jest taki zły , może nawet jest przystojny jak dla mnie , a Talia jest miła ma taki fajny głos.
Koło 22:30 poszłam spać.
Byłam w tym lesie , jest ciemno.
Ktoś krzyczy , boże co tu się dzieje.
Za krzaków wyszła jakaś pani , jest ubrana na czarno usta czarne włosy czarne ubranie czarne.
- Powiedz jak ty to robisz , jak ? - zapytała spokojnie.
- Ale co , co ja robię ? - odparłam pytając , sama nie wiem o co jej mogło chodzić.
- Wiesz o co mi chodzi! - powiedziała , trochę wkurzona.
Nagle za krzaków wybiegł znany mi już wilk , nie wiem jak go rozpoznałam ale poczułam ze to Chris. Szybko się odmienił w człowieka.
- Odczep się od niej ! - wykrzyczał Chris,
- Mi rozkazujesz!? mi wielkiej Moroo! - powiedziała i się zaśmiała. Podniosła rękę do góry , wskazała palcem wskazującym na mnie.
- Endzi uciekaj , zamień się w wilka - rozkazał. Uznałam to za koleją rzecz dzięki której myślą ze im uwierzę. Więc i ja uniosłam rękę i nagle wszystkie szyszki z drzew poleciały na ta kobietę.
- Endzi uwierz mi uciekaj! - poprosił.
- A co chcesz grać bohatera ?! - zaśmiałam się.
- Co ty sobie wyobrażasz , jesteś wilkiem jak każdy z nas to jedno a drugie to ze może jesteś lepsza od niektórych bo umiesz władać nad ogniem , może i nie każdy to potrafi ale nikt z nas się nie przechwala. To się dzieje w naszym świecie na prawdę a moim obowiązkiem jest cię chronić - gadał Chris.
- Jak się przemienić - zapytałam, a jemu powrócił uśmiech.
- Tak samo jak używanie żywiołów - powiedział , on to umie wytłumaczyć jak nikt inny.
Pomyślałam przez chwile , zamknęłam oczy , poczułam jak się zmniejszam. Otwierając oczy zobaczyłam już jak Chris leci w powietrzu , a Moro była wkurzona. W locie Chris zamienił się w wilka , uderzył się o drzewo. Po chwili się podniósł i pobiegliśmy do domu. W ich domu dopiero się uspokoiłam , była tam Talia w postaci człowieka , i kilka innych wilków i jeszcze innych wilków.
- Co to było !? - zapytałam wkurzona.
- Moro , najgorszy nasz wróg. - powiedziała jakaś dziewczyna miała krótkie czarne włosy.
Nic nie odpowiedziałam byłam w sumie trochę zmęczona.
- Czego ona ode mnie chce? - Zapytałam , dopiero mi się przypomniało o Chrisie.
- Gdzie jest Chris?- zapytałam..
- Chris jest letko ranny , Jest u siebie w pokoju , w górę i po lewo- powiedziała Talia.
Od razu wstałam i pobiegłam na górę , nie pukając weszłam do jego pokoju.
- Chris... nic ci nie jest - zapytałam, a on siedział na łóżku.
- Nie , czasem warto zapukać ! - powiedział złośliwie.
- Co to było ? - zapytałam , pomijając jego wypowiedź.
- Endzi widzisz co się dzieje , jak zdecydowałaś , teraz Moro była miła , ale nie będzie więcej , chciałem żebyś nie używała magii , żeby nie poznała jaką masz moc. - mówił , a ja patrzyłam na niego jak w obrazek.
- Przyjadę będę pojutrze , ktoś po mnie wyjdzie ? - zapytałam zadowolona , a Chris zacząć się uśmiechać.
- Ja po ciebie wyjdę -powiedział.
Obudziłam się trochę zmęczona.
Dzień później , jeszcze gadałam z Chrisem o której będę , pojechałam się pożegnać z rodzicami.
*
,, Inny świat ''
Jechałam pociągiem Beskidy , piękne miejsce.
Jadąc tam słuchałam muzyki , poczułam się jak w filmie , chyba mnie poniosła fantazja.
Wysiadłam z pociągu , niebyło Chrisa.
- Spokojnie bez paniki , dopiero co wysiadłam może jest gdzieś - powiedziałam szeptem.
- Tu jestem - powiedział mi głos za pleców odwróciłam się a tam jakiś stary spaślak.
Poszłam dalej nie odwracając się .
- Endzi szukaliśmy cię - powiedział Chris.
To jednak nie był sen , oni istnieją na prawdę.
- Jesteście - powiedziałam uradowana , Chris nie był sam , była jeszcze Talia i jakaś inna dziewczyna.
Dwie godziny później.....
Dojechałam do ich domu po godzinie , wszystkich poznałam ale nie wszystkich imiona pamiętam. Wyjaśnili mi wszystkie nurtujące mnie pytania. Mój pokój był obok sypialni Nory , to taka miła dziewczyna. Wieczorkiem robiliśmy ognisko.
- Jutro będę cię uczył na czym polega magia nad żywiołami , i jak nad nimi panować , szczególnie nad jednym wodą , będziemy cię uczyć. - mówił Chris. Pierwszy raz tyle mówił z tłumaczeniem mi. Chyba się cieszy że jestem.
Około 23 poszłam spać.
Rano obudziła mnie Torii. Dziwna dziewczyna , poszłam pod prysznic i zjeść.
O 7 zaprowadziła mnie do jakiegoś pomieszczenia , był tam Chris.
- Hej - powiedziałam. Odpowiedział mi.
- Mam tu coś dla ciebie - Powiedział.
***
Sorry ze tak mało.
podoba wam się ?.
Jak myślicie co Chris da Endzi i dlaczego ma coś jej dać ?!